Zdarzyło się wczoraj #13 – i wtedy wchodzi on…

  • Redakcja

Kolejny dzień na mundialu za nami – w grupie C czekaliśmy jedynie, jak ułoży się kolejność drużyn: pewniakami do wyjścia byli bowiem Francuzi oraz Duńczycy: przy wygranej Australii i wysokiej porażce Danii możliwe było sensacyjne rozstrzygnięcie, ale tego raczej wyczekiwaliśmy od godziny 20:00. Wtedy o życie miała powalczyć Argentyna, która grała przeciwko Nigerii. Co zdarzyło się wczoraj?

Nudy, nudy i jeszcze raz nudy.

To musiało prędzej czy później nastąpić – pierwsze  0:0 na mundialu stało się faktem. Pojedynek Danii oraz Francji z hitowego stał się zwyczajną ustawką na wynik – widać było wyraźnie, że obu ekipom nie przeszkadzał specjalnie ten remis i chętnie przyjmą końcowy układ sił. Zawód tą konfrontacją był tak wyraźny, że fani obydwu reprezentacji pożegnali graczy gwizdami. Można złożyć winę na dokonanie sześciu przez Didiera Deschampsa w podstawowym składzie, ale bądźmy poważni – jeżeli bardziej fascynujące są spotkania Iranu czy Maroka, to wiedz, że coś się dzieje. Taki rozwój rzeczy oznacza, że w 1/8 Francuzi zmierzą się z Argentyną, Dania zaś będzie walczyć o ćwierćfinał z Chorwacją. Miejmy nadzieję, że najgorsze już zdecydowanie za nami…

Odpalili, ale czemu tak późno?

Reprezentacja Peru pokazała się dobrze na tych mistrzostwach – ofensywny styl gry, niekiedy szalone wejścia w pole karne rywala musiały budzić powszechny zachwyt każdego z postronnych kibiców. Brakowało jednak najważniejszego, a więc zdobywanych goli – do jednego z najbardziej kuriozalnych obrazków tego turnieju przejdzie przestrzelona jedenastka wykonywana prze Christiana Cuevę. Wczoraj było już zdecydowanie lepiej: strzelanie rozpoczął Andre Carillo, który w 18. minucie świetnie wykorzystał dogranie Paulo i efektownym wolejem skierował piłkę do siatki. 34 – letni napastnik został kluczowym zawodnikiem tego meczu – w 50. minucie jeden z najbardziej znanych zawodników Peru wykorzystał zamieszanie w polu karnym, wyszedł z niego najprzytomniej i ekwilibrystycznym półwolejem ustalił wynik spotkania na 2:0. Peru wyglądało, w tym pojedynku, naprawdę dobrze i szkoda, że dobra dyspozycja przyszła tak późno.

Bałkańska w żyłach płynie krew.

Jedną z najbardziej obiecujących ekip na tym mundialu jest reprezentacja Chorwacji. Niezwykle dobrze zbilansowana drużyna, która łączy w sobie elementy skutecznego rozegrania, kreatywności na skrzydłach, a także solidności w defensywie mierzyła swoje siły z Islandią. Islandczycy, którzy skradli serca wszystkich kibiców na Euro 2016 nie zanotowali najlepszych występów podczas imprezy w Rosji. Dość obiecujący był remis z Argentyną, lecz potem noga powinęła się przeciwko Nigerii. Fani z okolic słynnego wulkanu Eyjafjallajökull liczyli jednak, że przeciwko Chorwacji zdoła się wszystko odmienić. Na emocje w spotkaniu musieliśmy czekać aż do drugiej połowy. Strzelanie rozpoczął w 53. minucie Marko Pjaca, który dopadł do zablokowanego podania z lewego skrzydła. Islandia miała swój promyk nadziei, w postaci rzutu karnego w 76 minucie wykorzystanego przez Gylfiego Sigurdssona. W końcówce mogło być rożnie, ale co klasa, to klasa i to Chorwaci mogli cieszyć się z trzech punktów – świetne podanie dostał Ivan Perisic, który nie dał najmniejszych szans golkiperów rywali. Islandia żegna się z turniejem w Rosji, a jak wcześniej wspominaliśmy o awans do ćwierćfinału będzie mierzyć się Chorwacja oraz Dania.

I wtedy wchodzi on: cały na biało – błęktino!

Główne danie wieczoru nie zawiodło. Bardziej jednak niż sam poziom gry elektryzować mogła stawka spotkania. Pierwsze od 2002 roku odpadnięcie Argentyny z mundialu? Brzmiało naprawdę intrygująco. Ale wtedy musiał pojawić się on – nie, nie, nie chodzi o naćpanego Diego Maradonę. Błysnął ten, na którego barkach miał spoczywać los zespołu narodowego: mogło wydawać się, że on tej presji nie dźwignął, ale jak strzelać, to właśnie w takich meczach. Ever Banega wykonał fantastyczne podanie do lidera Barcelony, który świetnie zabrał się z piłką i mocnym strzałem skierował futbolówkę obok bezradnego bramkarza rywala. Odrodzenie było naprawdę blisko, lecz trzeba było dalej powalczyć. Tym bardziej, że w 51. minucie pojedynku rzutem karnym zostali obdarowani Nigeryjczycy, a doskonały użytek zrobił z tego Victor Moses, który wyrównał wynik spotkania na 1:1. W 86. minucie dało się jednak usłyszeć dźwięk spadającego z argentyńskich serc: stało się tak za sprawą Marcosa Rojo, który znalazł się na pozycji środkowego napastnika i wykorzystał dośrodkowanie Mercado w sposób nie gorszy od Higuaina czy Dybali. Argentyna, rzutem na taśmę, znalazła się w 1/8 finału mistrzostw świata i przeciwko Francji będzie chciała udowodnić, że ich występy w grupie to tylko złe dobrego początki.