Najsłabsi na mundialu wracają do domu

  • Redakcja

Sparingi, plany A, B i C, powoływanie na zgrupowanie aż 35 piłkarzy. I co z tego wyszło? Tyle, że na najważniejszy mecz od 2 lat wyszliśmy składem i ustawieniem, jakim nigdy nie graliśmy. Zebraliśmy zasłużony wpierdol od Kolumbii 0:3 i wracamy do domu.

Od rana przeczuwałem taki scenariusz, który właśnie przed chwilą się ziścił. Remis w pojedynku Japonia – Senegal i przegrana naszych z Kolumbijczykami. Samuraje zremisowały 2:2 z Lwami Terangi i było wiadomo, że kto przegra w meczu Polska – Kolumbia, ten żegna się z mundialem. Nie licząc pierwszych dziesięciu minut spotkania, ta perspektywa raczej nam ciążyła niż nas niosła.

Nie niósł nas też kapitan Robert Lewandowski. Taki turniej jak mistrzostwa świata jest papierkiem lakmusowym dla wielu piłkarzy. Czy jesteś kozakiem, jak powiadają, czy nie. Czy faktycznie zasługujesz na grę w Realu Madryt czy nie. Lewandowski w spotkaniach z Senegalem i Kolumbią udowodnił wszystkim polskim niedowiarkom (a było ich w ostatnim czasie naprawdę wielu), że wyżej niż Bayern już nie wskoczy. To i tak wysoko, patrząc jak ograniczony w ofensywnych rozwiązaniach jest nasz kapitan. Lukaku ciągnie Belgów, Ronaldo Portugalczyków, Kane Anglików. A „Lewy” pozostanie niestety tylko królem eliminacji.

Drugim największym winowajcą biało-czerwonej klęski w Rosji jest nasz selekcjoner. Adam Nawałki przez lata był do bólu przewidywalny. Nudny. Niczym nie zaskakiwał. Tydzień przed meczem było wiadomo jaki wystawi skład. Przyszła najważniejsza piłkarska impreza w jego trenerskiej karierze i Nawałka zmienił swoje zwyczaje o 180 stopni. Nagle postanowił zaskoczyć nas, a może przede wszystkim samych zawodników. Wpierw wystawiając na Senegal zespół źle zbilansowany, zbyt ofensywnie ułożony, który nigdy nie grał z jednym defensywnym pomocnikiem. Senegalczycy momentalnie to wykorzystali i łatwo zdobyli trzy punkty.

Dziś z Kolumbią selekcjoner zaskoczył ponownie. Niby spodziewano się jakiś zmian, ale aż tylu? Trener, który nie zrobił nigdy rewolucji, dokonał jej przed najważniejszym meczem reprezentacji Polski w ostatnich dwóch latach. Bo tak należy określać wywalenie na ławkę Milika, Błaszczykowskiego, Grosickiego (sic!) i Cionka. Nawałka się pogubił. Ze skrajności w skrajność. Albo miał tych swoich „żołnierzy”, których nigdy nie zdejmował z boiska, albo nagle usunął ze składu połowę z nich. Nie tędy droga. Jak na autostradzie nie można podejmować przy dużej szybkości zbyt nerwowych manewrów, tak i na mistrzostwach świata zbyt gwałtowne ruchy mogą skończyć się tragicznie. I skończyły.

A wiecie dlaczego? Gdyż selekcjoner już dawno popełnił błąd, za który teraz musiał zapłacić. Zbyt długo grał tym samym otrzaskanym składem. W ilu to eliminacyjnych spotkaniach nie próbował innych zmienników, kolejnych wariantów. A jak już odważył się czegoś nowego, to ustawienia z trójką w obronie, do którego nie mieliśmy, nie mamy i nie będziemy mieli przez długi czas odpowiednich wykonawców. To nie wina Bednarka, że dziś zawalił gola na 0:1. Czy Kownackiego, że nie strzelił z Kolumbią hat-tricka. Niestety trener Nawałka zbyt rzadko korzystał z pomocy innych niż Lewandowski, Grosicki czy Glik przed mundialem. I gdy nagle potrzebował odświeżenia składu, to musiał wprowadzać gości mających prawie zerowe doświadczenie w reprezentacji. Doświadczenie, które można było u nich budować od miesięcy, a nie grać ciągle tym samym składem. Ileż to razy Kownackiego odsyłano z kadry seniorów do kadry u21. Dziś przekonaliśmy się, jakie to było bezsensowne. Mieliśmy drużynę niegotową na mundial, a kontuzja Glika tylko przesłoniła nam wszystkie problemy. Ale one wyszły i walnęły nas w twarz ze zdwojoną siłą.

Dominik Senkowski