Mundial mundialem, ale gdzie zagra LeBron?

  • Redakcja

Amerykanie, mimo właśnie rozpoczętego piłkarskiego czempionatu w Rosji, nie ślęczą przed telewizorami, czy w internecie, by z zapartym tchem śledzić rywalizację w ramach MŚ. Nie. Ich zajmuje raczej to, do którego klubu NBA trafi ich heros: LeBron James.

I tak np. były koszykarz Gary Payton podał informację, że „syn LeBrona ma podjąć naukę w prywatnej szkole niedaleko Los Angeles”, ktoś inny raczył zauważyć, że LeBron „nie lubi Houston”. Ludzie, jak widać, w tej sprawie gadają – dużo i często bez sensu. To jak? Podłączymy się? Pospekulujemy?

Może najpierw nakreślmy w ogóle o kim zamierzamy to robić. Pewną odpowiedź podsuwają poniższe statystyki:

James to koszykarz z innej planety (och! co za banał), co zdecydowanie potwierdził w tegorocznym Wielkim Finale NBA.

O tym, że ma już od dawna wyściełane miejsce w globalnym, lokalnym, wirtualnym, realnym – dosłownie każdym – muzeum sportu wiadomo. O skali jego talentu, o przeogromnych umiejętnościach niechaj zaświadczą konkrety. Liczby. Kasa. A to wszystko podlane tylko odrobiną mistycyzmu, wszak jedną z ksywek koszykarza jest „The Chosen One”, a więc „Wybrany”:

Otóż pod koniec 2015 roku ogłoszono, że LeBron podpisał niewyobrażalną umowę, kontrakt-marzenie z firmą Nike, która będzie obowiązywała do…końca jego dni. Dożywotni, ale zgodzicie się chyba, że dość przyjemny, cyrograf, według dziennikarzy z „USA Today” wart jest więcej niż 500 mln dolarów, co rocznie daje jakieś 30 „dużych baniek” na łapkę. I to tylko z tej jednej umowy.

„Możemy potwierdzić, że doszliśmy do porozumienia w sprawie dożywotniego związku z LeBronem Jamesem, który stanowi znaczącą wartość dla naszej firmy, marki i akcjonariuszy. Przez ostatnie 12 lat udało nam się zbudować silną markę LeBrona i widzimy potencjał do rozwoju w kolejnych latach kariery i jeszcze dłużej” – głosił oficjalny komunikat firmy z Oregonu (sport.se.pl).

A przecież wiadomo, że potencjał marketingowy Jamesa jest wielki, toteż koszykarz zarabia(ł) nie tylko ręka w rękę z Nike’em. Na przestrzeni lat współpracował z takimi gigantami jak np. McDonald’s, Coca-Cola, Verizon, czy KIA Motors. I pewnie bardzo mu się to opłaciło. Podobnie, jak sama gra. Po odjęciu wszystkich kosztów (m.in. podatków, doli dla agentów, kasy na rozmaite fundusze) LeBron, według ESPN, miał na boiskach NBA zarobić w minionym sezonie 16,7 mln dolarów. Wszystkie te kwoty, fakty robią wrażenie. No dobrze, ale właściwie w koszulce jakiego klubu będzie można zobaczyć „Króla Jamesa” w najbliższym czasie?

Wyżej przewijały się takie zespoły, jak np. Los Angeles Lakers, Philadelphia 76ers, także Houston Rockets. I wydaje się, że to właśnie w obrębie tych trzech zespołów krążą myśli LeBrona, choć mówiło się jeszcze o powrocie do Miami, pozostaniu w Cavs, transferze do Celtics, czy do mistrzów z Golden State Warriors.

Musi być coś na rzeczy w związku z pogłoskami od Gary’ego Paytona w związku z Lakersami. Sierra Canyon, czyli to miejsce pod LA, gdzie miałby trafić LeBron jr słynie ze swojego programu, przeznaczonego dla najlepszych koszykarzy młodego pokolenia. Uczą się tam już przecież potomkowie m.in. Scottiego Pippena, czy Dereka Fishera. A do tego słońce Kalifornii, blask gwiazd Hollywood wokół, jeszcze intensywniejszy zapach pieniędzy…