TOP 5: Przypały Franciszka S.

  • Redakcja

Franciszek Smuda jest jak przeciętny przedstawiciel klasy politycznej w Polsce – niby nikt go nie szanuje, ale od kilkunastu lat utrzymuje się on na powierzchni i znajduje zatrudnienie w coraz to innym miejscu. Ostatnio „sympatyczny” Franz miał być twarzą wielkiego powrotu Widzewa do ligowej elity – wykonanie zadania sportowo było bardzo blisko, ale warsztaty z savoir – vivre po meczu z Lechią Tomaszów Mazowiecki na tyle nie przypadły do gustu działaczom, że postanowili oni zwolnić Smudę z posady trenera Widzewiaków. To kolejne ze zdarzeń, którymi były selekcjoner reprezentacji (SIC!) wpisał się w historię polskiej piłki, dlatego z tej okazji warto przypomnieć pięć, najlepszych PRZYPAŁÓW Smudy z czasów jego trenerskiej działalności…

1. Szukanie pracy w Internecie

W sieci można aktualnie wszystko. Praktycznie codziennie dokonuje się za jej pośrednictwem zakupów, konwersuje, a także szuka pracy. Ten ostatni sposób bardzo musiał przypaść do gustu Smudzie, który prowadząc Górnika Łęczna do spadku z Ekstraklasy, jednocześnie używał Internetu, aby poszukać pracy zagranicą. W wydaniu dziennika Fakt z 8 maja 2007 roku mogliśmy wyczytać:

„Zaraża swoją pasją do futbolu wszystkich piłkarzy, z którymi pracuje. Zawsze potrafi z nich wydobyć to, co najlepsze. Przedstawiciele drużyn narodowych czy klubów zainteresowanych [zatrudnieniem Smudy – przyp.red.] lub chcący otrzymać dokładniejsze CV proszeni są o e-mail na adres Alex@compass-sm.co.uk” – napisał na portalu społecznościowym pracujący na brytyjskim rynku agent Alex Paszkowski, wrzucając jednocześnie wspólne zdjęcie z doświadczonym trenerem”

Być może Franciszek Smuda będzie zmuszony ponownie szukać zatrudnienia w ten sposób i jeszcze raz skontaktuje się z brytyjskim agentem. Patrząc na jego kulturę wypowiedzi, po ostatnim meczu w lidze,Wyspy byłby idealnym miejscem na rozwijanie trenerskich umiejętności – szkoleniowcy w tym kraju znani są z ciętego języku i bardzo ostrej oceny gry rywala. Franz doskonale sprawdziłby się właśnie w tej lidze pod jednym warunkiem – że po angielsku mówi lepiej niż po polsku. A o to chyba nie będzie trudno…

2. Objęcie funkcji selekcjonera reprezentacji Polski

Patrząc na dzisiejszą atmosferę wokół kadry, które łączą się z dość przyzwoitymi wynikami sportowymi, trudno uwierzyć, że PZPN postanowił, swego czasu, powierzyć Smudzie MISJĘ BUDOWANIA KADRY. Aczkolwiek trzeba wziąć pod uwagę, jak wyglądała wówczas sytuacja naszej reprezentacji. Nieudane eliminacje MŚ 2010, zwolnienie Leo Beenhakera w telewizji – trudno zatem być szczególnie zdziwionym, że sięgnięto właśnie po kandydaturę Smudy, dość popularnego wśród polskich kibiców, dzięki dobrym występom prowadzonego przez niego Lecha w Pucharze UEFA. Niestety, osobowościowo Smuda nigdy nie pasował na tak eksponowane stanowisko. Problemy z wysławianiem się na konferencjach prasowych, dość chaotyczna polityka powołań do reprezentacji, a przede wszystkim słabe wyniki na boisku, na co duży wpływ miało trzymanie się kurczowo konkretnej jedenastki. Do dzisiaj popularny jest dowcip: „- A co tam u Smudy? – No raczej bez zmian”. Z drugiej strony trzeba jasno przyznać, że ówczesna siła kadry nie była tak znacząca, niemniej ciężko wyobrazić sobie Smudę funkcjonującego jak Adam Nawałka. Dopiero teraz widzimy, jak daleką drogę musieliśmy przejść przez ostatnią dekadę.

3. Polski język = trudny język

Nie każdy musi być obdarzony elokwencją Tomasza Kammela czy poziomem polszczyzny prof. Bralczyka. Trzeba jednak oddać, że osoba, która działa w pewnej przestrzeni publicznej, powinna posiadać absolutne minimum jakiejś składni wypowiadanych słów. Do kanonu najbardziej zapamiętanych cytatów polskiej piłki weszły już takie zdania, jak: „Arek to zawodnik, który nie kalkuluje. Gdyby ktoś rzucił mu cegłę czy kamień, to on zagłówkuje”, „To pasztetowa, do której się jeszcze dopłaca” – Smuda o nieistniejącym już Pucharze Ekstraklasy czy „Zmienić to ja mogę spodnie – o braku zmian w meczu Polski z Grecją (1:1) na Euro 2012”. Dzisiaj możemy trochę narzekać, że konferencje naszej kadry są dość nudne i brakuje tam krwiożerczych pytań lub błyskotliwych wypowiedzi, ale to w raz chyba zdecydowanie lepiej niż musieć odnosić się do takich stwierdzeń. Nie wiemy, jak Wy, ale my zdecydowanie wolimy słuchać Smudy, gdy wypowiada się w języku niemieckim.

4. Na podbój 2. Bundesligi

Trudno w to uwierzyć, ale był pewien klub, który wierzył, że ze Smudą można coś ugrać poza granicami kraju. Nazywał się on SSV Jahn Regensburg i grał na poziomie drugiej dywizji ligowej w Niemczech. W sezonie 2012/13 drużyna ta zajmowała ostatnie miejsce w ligowej tabeli, a zatem postanowiła, że uratować jej byt może tylko i wyłącznie cudotwórca z Polski. Trzeba oddać Smudzie, że w sumie coś tam jednak zmienił – drużyna zaczęła grać jeszcze gorzej i w sumie na piętnaście meczów, zdobyła łącznie sześć punktów. Strata, do bezpiecznego miejsca w tabeli z siedmiu „oczek” wzrosła do siedemnastu, a do tego nie udało się wygrać trzynastu, kolejnych pojedynków. A wszystko to za 25. tys euro miesięcznie. W sumie trochę powinniśmy zmienić podtytuł, na potrzeby tego punktu, bo jednak ciężko nazwać zarobienie takiej kasy za tak mizerną robotę przypałem. Ale tak czysto sportowo to trochę wstyd. Niemniej działacze Wisły Kraków zostali tak zainspirowani tym epizodem Smudy, że postanowili go jeszcze zatrudnić w 2013 roku na okres dwóch lat. Naprawdę nieźle….

5. Misja odbudowy wielkiego Widzewa

To wyglądało prawdopodobnie najlepiej ze wszystkich projektów, które w ostatnim czasie stały się udziałem Smudy. Dlatego jego zakończenie jest chyba jeszcze bardziej bolesne, niż nieudana przygoda z kadrą. Nie chcemy przesadnie zachwycać się nad wynikami trenera z przeszłością w Ekstraklasie, który zajmuje pierwsze miejsce w tabeli III Ligi gr I, jednak patrząc zupełnie z boku wyglądało to naprawdę nieźle. Smuda znalazł wreszcie miejsce, z którym związany był swoją historią, a do tego medialnie sprzedawało się to naprawdę nieźle. O awansie do II Ligi zadecyduje ostatnia kolejka, ale teraz doskonale wiemy, że już nie będzie przy tym czynnego udziału Franza. Smuda postanowił, na czwartym poziomie rozgrywkowym, pokazać, jakim to on genialnym trenerem nie jest i nie będzie podawał ręki jakiemuś szkoleniowcowi, który ma mniej niż 70 lat. Być może była to zaplanowana akcja i byłego szkoleniowca Lecha zobaczymy na wolnym obecnie fotelu selekcjonera reprezentacji Hiszpanii (nie no, szanujmy się, bez takich czerstwych żartów) czy raczej wynikało to z jego ignorancji, której pokazy oglądaliśmy przez kilkanaście ostatnich lat. Patrząc na powyższe przykłady, chyba wiemy, co raczej nim kierowało….