Spokojnie, to tylko Litwa

  • Redakcja

Reprezentacja Polski powoli zaczyna aklimatyzować się w Soczi. Podopieczni Adama Nawałki zostali wczoraj godnie pożegnani przez polską publiczność, która tak licznie stawiła się na Stadionie Narodowym. Frekwencja na tym meczu nie była zaskoczeniem. Robert Lewandowski i spółka bez problemu wypełnią wszystkie obiekty na naszej polskiej ziemi nawet jeśli rywalem będzie ktoś pokroju Litwy. Celowo o tym wspominam, bo wydaje mi się, że otoczka wokół tego meczu (czyt. wspaniała oprawa i pełen stadion) przysłoniły co po niektórym klasę rywala z jakim przyszło się mierzyć Polakom. 

Atmosfera w kadrze Adama Nawałki wydaje się być perfekcyjna. Każdy z kadrowiczów zna swoje miejsce i akceptuje swoją rolę w drużynie na tyle, żeby nie stroić „fochów”, które mogą zdestabilizować grupę. Nawet tak wielkie ego, jak te Wojciecha Szczęsnego przyznało w jednej z rozmów dla portalu Łączy Nas Piłka, że reprezentacja jest jedynym miejscem, gdzie godzi się z rolą rezerwowego. Selekcjoner Polski od początku swojej kadencji zawsze stara żegnać się krajem meczem z rywalem z niższej półki, tak aby nie dawać pretekstu mediom do „przywalenia” w Reprezentację. Ten scenariusz jest dobrym rozwiązaniem i – co najważniejsze – działa. Wnioskuję to po opiniach, które obiegły całą Polskę po końcowym gwizdku.

Jacek Góralski wraz z Grzegorzem Krychowiakiem byli piłkarzami, którzy byli najbardziej komplementowani. Muszę powiedzieć, że sam byłem w szoku, widząc „Górala”, potrafiącego zagrać do przodu piłkę, która stwarza jego kolegom sytuację bramkową, tak samo, jak naszego projektanta mody przerzucającego inteligentnie ciężar gry. Wojciech Szczęsny wspominał w jednym z materiałów Łączy Nas Piłka o tym, że Krycha – poza Piotrem Zielińskim – jest najlepszym kreatorem gry w kadrze. Zapominamy jednak, że wspomniani zawodnicy mieli dużo czasu na rozgrywanie piłki w ten sposób. Na mundialu nie uświadczymy gry z rywalem, który da nam tyle przestrzeni w środku. Nie mniej jednak cieszy dobra forma Grzeogorza Krychowiaka, który z każdym dniem bliżej turnieju wygląda coraz lepiej.

Reprezentacja Litwy jest drużyną, która tylko w jednych rozgrywkach mogłaby coś osiągnąć i są to rozgrywki Ekstraklasy. Zresztą wczoraj niektórzy Litwini nie byli anonimowi, przez to, że znamy ich właśnie z występów w naszej rodzimej lidze. Nie mówię, że trzeba krytykować naszych reprezentantów, bo nie ma specjalnie za co, ale pisanie o wyciągnięciu wniosków po meczu z rezerwami Chile czy porównywanie Góralskiego do Pazdana z Euro 2016 jest jak dla mnie pójściem o krok za daleko. Bardzo krzepiące są słowa kapitana naszej reprezentacji, który miniony mecz porównał do gierki treningowej, niźli do meczu o stawkę. Myślę, że lepiej byłoby się skupić na stracie Góralskiego, z której mogła powstać sytuacja bramkowa czy na braku komunikacji pomiędzy Cionkiem a Fabiańskim, po którym ten drugi musiał popisać się efektowną paradą. Mało było słychać takich głosów, jak poniższe twitty.

Cieszmy się z symbolicznej bramki Kuby po 250 dniach, podziwiajmy Glika za upór i niezłomność, gratulujmy Piszczkowi przejęcia na moment opaski kapitana, uhonorujmy piłkarzy zasłużonych dla Reprezentacji, ale nie pompujmy balonu tam, gdzie nie powinniśmy.

Wspomniałem o Kamilu Gliku, więc nie sposób nie wspomnieć o Marcinie Kamińskim. Ten zawodnik – tak samo jak piłkarz Monaco – do końca nie wiedział czy pojedzie na mundial. Jego los był uzależniony od stanu zdrowia Glika. Kiedy w całej Polsce zaczęły strzelać korki od szampanów na wieść o powrocie filaru naszej defensywy do kadry, obrońca VFB Stuttgart był jednym z tych, któremu nie do końca było do śmiechu. Dlatego warto docenić fakt, że obrońca do końca zachował klasę, za co dostał w pełni zasłużone pochwały.

 

Dominik Bożek