22 maja 2018 roku Julen Lopetegui przedłużył kontrakt z hiszpańską federacją do 2020 roku. Był to wyraz wielkiego poparcia ze strony działaczy. Bask bronił się wynikami – jego Hiszpania bez porażki awansowała do Mistrzostw Świata i całkiem słusznie była wymieniana wśród głównych faworytów nadchodzącego turnieju. Podejrzewam, że ta informacja mogła nawet umknąć Florentino Perezowi. Jego Real Madryt był na 4 dni przed swoim trzecim z rzędu tryumfem w Lidze Mistrzów. Prezes Królewskich najzwyczajniej w Świecie był zajęty tworzeniem historii, więc porozumienie federacji z Lopeteguim mogło mu umknąć.

4 dni po finale w Kijowie pod dom Pereza podjeżdża Zinedine Zidane. Francuski szkoleniowiec chce powiedzieć swojemu prezesowi, że jego czas nadszedł i nie widzi siebie w roli szkoleniowca w nadchodzącym sezonie. Nie wiemy jak Perez się zachowywał: czy starał się przekonać ZZ, czy kompletnie się załamał czy też był wściekły, ale jednego możemy się domyśleć – już następnego dnia Florentino Perez zaczął poszukiwania trenera w trybie natychmiastowym. Wszystkie transfery zostały wstrzymane. Komunikat ze strony klubu był następujący: dopóki nie znajdziemy trenera, dopóty nie zabieramy się za nic innego!

W prasie pojawiały się wszystkie możliwe nazwiska. Od trenerów, którzy nigdy nie prowadzili seniorów (Raul, Guti) poprzez taktycznych magów (Conte, Allegri) aż do trenerów o usposobieniu ofensywnym (Sarri, Pochetino). Florentino Perez i jego świta węszyli gdzie się dało, aż doszli do najmniej oczekiwanego przez wszystkich miejsca – pod gabinet Julena Lopeteguia.

51-latek był w Realu Madryt łącznie 5 lat. Zdążył poznać struktury klubu, będąc bramkarzem, szefem skautingu zagranicznego i szkoleniowcem drugiej drużyny. Wszystkie te funkcje pełnił bez większych sukcesów, a w Realu nie ma miejsca dla takich ludzi. Pereza musiało za to przekonać jak jego ulubieńcy rozwijali się pod skrzydłami tego szkoleniowca . To właśnie on sprowadził Casemiro do Porto, on zrobił z Isco lidera narodowej drużyny. Na pewno kluczową rolę w negocjacjach musiał odegrać również Sergio Ramos, który nigdy nie ukrywał, że ma dobre relacje z byłym już selekcjonerem reprezentacji. Lopetegui ma podobny gust do prezesa Los Blancos – jako pierwszy zaproponował Realowi Neymara, w którym Perez jest zauroczony, od kadry młodzieżowej jego oczkiem w głowie jest David De Gea, na którego prezes poluje od dłuższego czasu, a w Llorente i Danim Ceballosie widzi kogoś więcej, niż zbędnych rezerwowych.

Wg. hiszpańskiego radia Cope Perez złożył propozycję trenerowi w zeszły piątek. Oczywiście, nie chciał, żeby Lopetegui porzucił swojego projektu tuż przed najważniejszym turniejem. Chciał jednak jak najszybciej załatwić swój interes, czyli powołać trenera i ruszyć z transferami. Cisza wokół tych negocjacji działała na korzyść prezesa Realu. Dla 51-letniego Baska propozycja objęcia 13-krotnego tryumfatora Ligi Mistrzów mogłaby się już nie powtórzyć i widocznie wyszedł z takiego założenia, zawierając porozumienie z Perezem. 71-latek skorzystał z klauzuli jaką Lopetegui miał zapisaną w kontrakcie z federacją Hiszpanii. 2 mln. euro, przy tak oszczędnym zarządzaniu Realu w ostatnich latach, było i jest śmieszną kwotą dla tak wielkiego klubu. Florentino Perez podpisał „swojego” dwunastego trenera.

W końcu przyszła pora na poinformowanie osób z bliskiego otoczenia kadry. Perez wziął na siebie telefon do prezesa federacji, a trener zebrał piłkarzy w pokoju bez świadków i kamer. Luis Rubiales wpadł w szał. Traktował tę wiadomość jako policzek, a Julena Lopeteguia jako zdrajcę. Inni jego doradcy zaczęli mu wtórować. Kiedy niedługo po tym jak Perez poinformował Rubialesa o transferze jakiego właśnie dokonał, ta informacja obiegła cały Świat. Spora część hiszpańskich działaczy zaczęła głośno domagać się dymisji szkoleniowca. Hiszpański temperament zwyciężył i w taki oto sposób reprezentacja na dwa dni przed meczem z Portugalią została bez szkoleniowca.

Zupełnie inaczej na tę decyzję zareagowali piłkarze. Podobno naciskali na Rubialesa, aby tamten schował dumę do kieszeni, bo ostatnie czego chcą przed najważniejszym turniejem to destabilizacji grupy. On jednak pozostał niewzruszony i ogłosił zwolnienie szkoleniowca. Parę godzin później ogłosił, że Fernando Hierro poprowadzi La Roje w najbliższych meczach. Perezowi ta decyzja była nawet na rękę, bo nie musiał ostatecznie wpłacać klauzuli za trenera, a i tamten będzie miał więcej czasu, żeby popracować nad transferami. Florentino Perez pokazał po raz kolejny swoją siłę i upór w dążeniu do celu. Co więcej, nie dość, że cel osiągnął to zrobił to minimalnymi kosztami. Chociaż akurat w tym wypadku zminimalizowanie kosztów było wynikiem gorącej głowy władz hiszpańskiej federacji, a nie jego chłodnej kalkulacji.

 

Dominik Bożek