Z Litwą o lepszy nastrój przed mundialem

  • Redakcja

Od początku było wiadomo, dlaczego PZPN zdecydował się zakontraktować mecz z Litwą na koniec przygotowań polskiej kadry do mundialu. Założenie było proste: na ostatniej prostej zagrać ze słabszym przeciwnikiem, nastrzelać mu kilka bramek i w dobrych humorach wylecieć następnego dnia do Rosji. Czekamy więc na realizację tego planu!

Innego uzasadnienia dla rozgrywania dzisiejszego meczu nie ma. A przynajmniej nie było w momencie, gdy obie federacje się na niego umawiały. W grupie na mistrzostwach nie spotkamy się z żadną europejską ekipą ani taką, która by stylem gry przypominała litewską drużynę. Generalnie Litwini nie należą do najlepszych w Europie. Raczej mogą nam przysłużyć tak, jak my Hiszpanii tuż przed turniejem w RPA. Wówczas to zespół Franciszka Smudy rozegrał sparing z Hiszpanami, przegrany aż 0-6. Wystąpiliśmy w roli chłopców do bicia – w takiej, w jakiej dzisiaj powinni nasi północni sąsiedzi. Przynajmniej w teorii.

Z powodu kontuzji Kamila Glika towarzyski bój z Litwą nabrał jeszcze dodatkowego wymiaru. Będzie kolejną okazją do ćwiczeń dla naszej defensywy. Defensywy ułożonej bez stopera Monaco, przez co zapewne znów w pierwszej jedenastce zobaczymy parę Jan Bednarek – Michał Pazdan. W drugiej połowie swoją szansę ponownie zaś dostanie Thiago Cionek. Czy będziemy kolejny raz przechodzić w trakcie meczu z ustawienia 4-4-2 na 3-5-2/5-3-2? Wydaje się to wątpliwe, bo z Chile to nie wypaliło. Po tej zmianie zupełnie zagubiliśmy rytm gry i przestaliśmy być groźni dla przeciwnika. Zatem selekcjoner Adam Nawałka chyba się sparzył i zrezygnuje z kombinowania z ustawieniem. Tak by podpowiadała logika, ale oczywiście piłkarskiej rzeczywistości nie zawsze jest z nią po drodze.

Bartosz Bosacki: Bliżej mi do Marcina Kamińskiego

Wczoraj z Francji napłynęły bardzo dobre wieści dotyczące Glika. Lekarze Monaco dali zielone światło do wyjazdu stopera na mundial. Sprawa nie jest jeszcze przesądzona, ostateczną decyzje podejmie sztab naszej reprezentacji. Coraz bardziej prawdopodobne jest jednak, że Nawałka zabierze Glika do Rosji. Aczkolwiek nie jest pewne, czy ten zagra z Senegalem i z Kolumbią. Być może dopiero z Japonią, co nie byłoby do końca dobre, bo przecież to żadna niespodzianka, iż dwa pierwsze mecze grupowe będą najtrudniejsze dla naszej obrony. Ale wydaje się, że selekcjoner wychodzi z założenia, że nawet jeśli obrońca Monaco miałby wystąpić dopiero w starciu z Japończykami, to i tak warto go ze sobą wziąć.

To by jednak mogło oznaczać, że w najważniejszym meczu z Senegalem na środku defensywy zagrają Pazdan + Bednarek/Cionek. A może Cionek i Bednarek? Najmłodszy z tej trójki w spotkaniu w Chile wypadł przyzwoicie. Obrońca Legii sporo gorzej, Cionek nierówno. Aczkolwiek przeciwko zawodnikowi Southampton przemawia brak doświadczenia w kadrze. Z Chilijczykami zaliczył pierwsze 90 minut z orzełkiem na piersi. Drugie zapewne będzie z Litwinami. A trzecie już z Senegalczykami? Nie trzeba chyba tłumaczyć, jak wielce byłoby to ryzykowne.

Czy atmosfera wokół „Sbornej” Wam czegoś nie przypomina?

Pojedynek z Litwą będzie miał szczególny charakter, gdyż po stronie gości zobaczymy trzech piłkarzy, których znamy z występów w Ekstraklasie: Darvydasa Sernasa, Arvydasa Novikovasa i Fedora Cernycha. To też wiele mówi o poziomie naszych dzisiejszych rywali. Dodatkowo przed pierwszym gwizdkiem na murawie pojawią się czterej byli reprezentanci Polski, którym prezes PZPN Zbigniew Boniek podziękuje za grę w biało-czerwonych barwach. Będą to: Rafał Murawski, Paweł Brożek, Arkadiusz Głowacki i Sebastian Mila.

Cel na to spotkanie jest podwójny: nakopać Litwinom kilka bramek i nie nabawić się żadnych urazów. Jeśli uda się go zrealizować w 100%, to jutro polscy piłkarze z nieco większym spokojem będą mogli wylecieć do Rosji.

Kurs na ten mecz w forBET wynosi: 1.20 – Polska, 6.00 – remis, 15.25 – Litwa.