Polacy, warning! – komentarz po Speedway of Nations

  • Redakcja

Choć po pierwszym dwudniowym finale nowych zawodów FIM i BSI minęło już kilka dni, PGE Ekstraliga wznowiła rozgrywki, to sprawa “tylko” brązowego medalu dla Polski nadal jest wałkowana. „Kurna, z tym warningiem i warningiem” – chciałoby się wybuchnąć, trawestując Stefana „Siarę” Siarzewskiego. O co chodzi? Przede wszystkim o kulawy regulamin Speedway of Nations. Ale nie tylko.

Powyższe krótkie podsumowanie drugiego dnia finału SoN, trzeba przyznać, jest efektowne. Przez odpowiedni profesjonalny montaż ma swoją dynamikę. Forma zatem OK, gorzej z treścią. Jak bowiem ludzie z brytyjskiej firmy BSI, którzy od kilkunastu lat siedzą w organizacji najbardziej prestiżowego żużla na świecie okazali się tak mało przewidujący? Gapowaci?

W każdym razie, według ułożonego przez nich regulaminu to, co wydarzyło się na starcie do pierwszym biegu w piątek ma znaczenie w przedostatnim wyścigu w sobotę. Konkretniej: chodzi oczywiście o sytuację Patryka Dudka, nad którym przez niemal cały czas trwania zawodów wisiała groźba wykluczenia w każdym kolejnym starcie. A trochę ich było. Dudek, dotykając taśmy na początku piątkowych zawodów, dostał ostrzeżenie od sędziego, które uaktywniło się w… półfinale (!) całej imprezy. Osamotniony Maciej Janowski nie był w stanie zapewnić Polsce awansu do finału. Jak miał to zrobić? Spowodować upadek któregoś z Rosjan? Zrobił, co mógł – wygrał. Co z tego, skoro za jego plecami przyjechała para „Sbornej”, która tym samym zameldowała się w kluczowym biegu, a później go wygrała… Niesmak pozostał. Ba, wkurzenie. Także, a może przede wszystkim na to, że dzielnie walczący do końca o finał Dudek, jak i Janowski, co sami później przyznali, nie do końca zdawali sobie sprawę z ciążącymi nad nimi ostrzeżeniami. Kto więc zawinił? Hostessy, które powinny trzymać nad zawodnikami – jak w Grand Prix – tabliczki z napisem: „Warning”?

Najłatwiej zwalić winę na trenera Marka Cieślaka. „Narodowy” jednak odpierał zarzuty o niedopilnowanie obowiązku. Po pierwsze (a świadkiem tego miał być delegat FIM, Leszek Demski), na odprawie przed 2. finałem przypomniał o tym fakcie swoim zawodnikom. Po drugie zaś, trudno, by przed każdym biegiem miał przypominać o „warningach” i tym samym dodatkowo „gotował” podopiecznych. Choć akurat przed półfinałem mógłby…? Zresztą, sprawy by nie było, gdyby Polacy odpowiednio wcześniej sami zapewnili sobie ten upragniony awans. Niestety, w piątek jechali słabo.

Dudek źle wszedł w turniej (taśma), a i później jego dyspozycja była daleka od oczekiwań. Żeby w takich zawodach, na polskiej ziemi-torze przegrać z Niemcem Martinem Smolinskim, czy Anglikiem Robertem Lambertem? O, właśnie, zatrzymajmy się przy Anglikach. Otóż, według niektórych za fatalną postawę Polaków w 1. finale odpowiadała… komitywa, a nawet pełne porozumienie żużlowców z Wysp z odpowiedzialnym za przygotowanie toru, także Wyspiarzem, Philem Morrisem. Nawet jeśli bezstronność nie została zachowana, to świetnie dysponowany zawodnik powinien potrafić jechać w każdych warunkach. Jak skoczek narciarski latać – niezależnie od skoczni i wiatru. A jeśli faktycznie angielski sposób przygotowania nawierzchni miał znaczenie, to cóż… Róbmy dalej w naszej lidze – pod kierunkiem sędziego, komisarza, kierownika, Bóg wie kogo jeszcze – wyłącznie betonowe tory. Wtedy na pewno wszechstronność, zwłaszcza młodych Polaków, osiągnie szczyty…

Szczytowa we Wrocławiu na Stadionie Olimpijskim była nie tylko dyspozycja naszych żużlowców. Zawiodła także frekwencja.

Ile sprzedano wejściówek? Według nieoficjalnych danych na oba finałowe zawody ok. 12 tys., przy możliwych 25 tys. Wynik słabiutki. O czym świadczy? Być może o kilku rzeczach. O kiepskiej reklamie imprezy pod egidą BSI? Wszak poprzedni turniej we Wrocławiu o podobnym, parowym charakterze, tyle, że w ramach The World Games 2017 sprzedał się świetnie. A może chodzi o pewien przesyt żużla o międzynarodowym wymiarze, nawet w naszym kraju, w środku sezonu ligowego? Tak, czy inaczej stolica Dolnego Śląska, według medialnych doniesień, za organizację SoN zapłaciła BSI ok. 200 tys. funtów, a więc ok. miliona złotych. I trudno uwierzyć, by zarobiła na tych zawodach.