Dziennikarze psują mi radość z mundialu

  • Redakcja

Tytuł tego felietonu jest przewrotny, gdyż jako maniak piłkarski od dawna zacieram już ręce na zbliżające się mistrzostwa świata. Dobry nastrój psują mi jednak koledzy z branży – dziennikarze. A zwłaszcza ci, którzy piłką zaczynają się interesować od święta. Tylko przy okazji wielkiego turnieju, jak mundial czy Euro. Oni są bowiem niczym niedzielni kierowcy: niby mają prawo jazdy, niby wiedzą jak jeździć, ale strach ich spotkać na drodze. A w przypadku dziennikarzy: strach ich słuchać.

Jest rzeczą oczywistą, że ogólnotematyczne media nie mają zwykle w swoich szeregach speców od każdej dziedziny. W tym także od futbolu. Dlatego wysyłają na zgrupowania reprezentacji Polski ludzi, którzy albo coś tam kojarzą z piłki, albo nawet nic nie czają. Mają jedynie zadać przygotowane pytania i tyle. Podobnie z konferencjami prasowymi polskiej kadry. Gorzej jednak, jak owe pytania są źle przygotowane. Wczoraj na konferencji przed meczem z Litwą dziennikarz TVN24 zapytał Artura Jędrzejczyka:

– Grałeś kiedyś w Tereku Groznym, teraz jedziecie do Rosji na mundial…

– W Krasnodarze

– Oj przepraszam. Więc jakie nastawienie przed powrotem w rodzinne strony?

Ten dialog to autentyk. Pomylić Jędrzejczyka z Maciejem Rybusem – może zdarzyć się każdemu. Ale zwykle przytrafia się to reporterom stacji, które na co dzień nie interesują się futbolem. I zazwyczaj ma to miejsce właśnie przy okazji wielkich turniejów, jak nadchodzący mundial.

Drogie TVP,

Dziennikarze mają prawo pytać o co chcą, kompromitować się jak chcą. Ale szkoda, że zwykle wali to w całe środowisko. Po kilku takich „kwiatkach” tworzy się stereotyp „tępych dziennikarzyn”, którzy nie potrafią się wypowiedzieć mądrze na żaden temat. To normalne, że wielkie media chcą być blisko tak gorącego wydarzenia, jak mistrzostwa świata. Tylko niech zadadzą sobie choć odrobinę trudu i przygotują do tych zawodów. Niedawno w porannym programie ”Dzień dobry TVN” gościem był prawnuk Kazimierza Górskiego. I o co go zapytano? O to, co by jego pradziadek powiedział. A konkretnie – jak skomentowałby ostatni mecz Polska – Chile.

– Jak myślisz, co by na to pradziadek powiedział?

– Nie mam pojęcia, bo go nigdy nie poznałem – odpowiedział młody chłopak.

Szach mat. Skąd niby kilkuletnie dziecko ma wiedzieć, co jego legendarny pradziad powiedziałby na temat meczu Polska – Chile? Po co go o to pytać?

Takie i podobne historie nieco psują mi humor przed rozpoczęciem mundialu. Tym bardziej, że w trakcie turnieju, a zwłaszcza przy okazji spotkań naszej reprezentacji, równie absurdalnych rozmów możemy usłyszeć jeszcze więcej. Nie pozostaje nic innego jak na czas mistrzostw odciąć się od mainstreamowych mediów. Dla własnego zdrowia psychicznego.

Jak nie robić wywiadów? Uczy TVN…

Morał z tego jest też taki, że nawet zadając pytania o sport, trzeba być uważnym. Niby to banalny temat, a jednak można się wyłożyć. Zdarza się to nawet przedstawicielom redakcji sportowych. Na wczorajszej konferencji jedno z pytań do trenera Adama Nawałki dotyczyło jego planów po mundialu. Może mi się tylko wydaje, ale nie jest to chyba najbardziej stosowny czas do poruszania z selekcjonerem tak trudnych spraw.