Wariacie, jak to dobrze, że wróciłeś

  • Redakcja

924 dni – tyle minęło od poprzedniego pojedynku Tysona Fury’ego. 28. listopada 2015 roku – ESPRIT arena w niemieckim Düsseldorfie była świadkiem nudnego pojedynku, który mimo to obrósł legendą. Brytyjczyk, robiąc sobie żarty z hegemona wagi ciężkiej, wygrał starcie na obcym terenie, gdzie wszyscy byli przeciwko niemu. Po pojedynku znalazł jeszcze siły na zaśpiewanie na całą halę piosenki dla swojej żony. Król Cyganów stał się królem wagi ciężkiej. Później stało się to, o czym wszyscy wiemy. Fury zatracił się w swoich nałogach, depresji i stracił wszystkie pasy. W końcu powiedział „pas” i zabrał się do roboty. Owocem ciężkiej pracy był pojedynek z ostatniej soboty, który odbył się w jego Manchesterze. 

Sefer Seferi był przeciwnikiem skrojonym specjalnie pod Fury’ego. 64. miejsce w BoxRecu i o wiele mniejszy zasięg ramion miały sprawić, że powrót Tysona przejdzie pomyślnie i bezboleśnie. I tak było. Jeszcze zanim doszło do pojedynku dostaliśmy całą szopkę medialną jaka zawsze towarzyszy występom 29-latka. W ogóle nie przejawiał agresji wobec Albańczyka. Wiedział, że do jego twarzy nie dojdzie żaden cios, dlatego z sympatią wypowiadał się na jego temat. Ich face to face było idealnym podsumowaniem stosunku Fury’ego do Seferiego.

Fury na swoich socialach również dał fanom do wyboru spodenki, które ma ubrać na swój powrót. Cała Anglia zaczęła wyczekiwać starcia Króla Cyganów.

W wywiadach za bardzo nie chciał gadać o swoich przygotowaniach czy przeciwniku. Za to bardzo chętnie wypuszczał ładne reporterki, żeby dla niego zaśpiewały.

Przyznacie, że nie ma drugiego takiego boksera, co?

Anthony Joshua jest niewątpliwie o wiele lepszym pięściarzem od Fury’ego, ale jego otoczka PR’owa i cały marketing, do którego wydaje się być przyklejony na stałe, powodują, że czuję się jakbym patrzył na Kena – partnera Barbie. Nie zrozumcie mnie źle, cenię AJ za pracę jaką wykonuje i za jego ringową inteligencję, ale widać po nim pewną nienaturalność. Fury ma gdzieś co o nim napiszą, co powiedzą i jak go odbiorą, czego niezbitym dowodem jest przerwa jaką sobie zafundował po zwycięstwie nad Kliczką.

Walki poprzedzające main event w Manchester Arena stały na bardzo dobrym poziomie, ale każdy na hali czekał na bohatera wieczoru. Nie było ważne z kim zawalczy – równie dobrze Ty drogi czytelniku mógłbyś stanąć naprzeciw Fury’ego, a i tak hala byłaby zapełniona w równym stopniu jak w sobotni wieczór. Wreszcie nadszedł moment na walkę wieczoru i na wejście Króla Cyganów. Przyznam się szczerze, że sama ceremonia wejścia do ringu tego gagatka była dla mnie nie mniej emocjonująca, niż sama walka. Mix piosenek przy których wchodził był zupełnie jak on sam – nieprzewidywalny. Myślałem, że opluję telewizor, kiedy nagle zabrzmiała taka oto piosenka.

Któż inny mógł na to wpaść, jak nie on? Jakbyście nie wiedzieli, dzieło Afromana opowiada o tym czego podmiot liryczny nie zrobi, ponieważ jest „haju”. Jakież jest to było świetne podsumowanie długiej przerwy Fury’ego. Cały stadion oczywiście zaczął śpiewać z Tyson’em ten utwór. Król Cyganów wszedł do ringu w swoim stylu.

Sama walka niczego nowego nie wniosła do historii boksu. Fury w swoim stylu bawił się ringu patrząc na publiczność, gadając z przeciwnikiem, zakładając ręce za głowę i ogólnie mówiąc – robiąc po prostu show. W pewnym momencie sędzia musiał mu zwrócić uwagę, żeby Brytyjczyk zajął się walką, a nie wygłupami. Więcej na pewno działo się poza ringiem, gdy w pewnym momencie sam Fury zainteresował się bójką na publiczności, patrząc kątem oka na swojego przeciwnika. Cały pojedynek trwał równo cztery rundy. Seferin zgłosił kontuzję i nie wyszedł do kolejnego starcia. Fury podszedł do narożnika przeciwnika i go uściskał. Nie można było absolutnie nic powiedzieć o złej krwi pomiędzy zawodnikami.

Do Króla Cyganów można mieć zastrzeżenia odnośnie samej walki czy nadmiernego pajacowania, ale wg. mnie najważniejsze jest to, że wrócił. Gdzieniegdzie słychać głosy, że jego sylwetka nie jest taka jaka być powinna, ale trzeba pamiętać o tym, że Fury w przeciągu 20 tygodni zrzucił 40 kilo! Zresztą spójrzcie na zdjęcie poniżej.

Cieszy fakt, że po walce wraz z promotorem nie zaczęli wyzywać największych tylko z pokorą mówili o kolejnych niezbędnych rundach potrzebnych do powrotu na szczyt. Nie wiem jak Wy, ale chciałbym być świadkiem tego jak ten nietuzinkowy pięściarz, niczym Muhamed Ali, wraca po mistrzowski pas, pokazując tym samym, że nie ma rzeczy niemożliwych.

 

Dominik Bożek