Drogie TVP,

  • Redakcja

Piszę do Was jako konsument, który przez najbliższy miesiąc będzie oglądać mecze na Waszym kanale. Bardzo się cieszę (i gratuluję przy okazji), że będziecie nadawać mecze rozgrywane na rosyjskiej ziemi. Przyznam szczerze, że konwencja „truskawek na torcie” mnie trochę zmęczyła i byłem rad, że turniej w Rosji będzie obfitować w nieco inny komentarz – nie gorszy, nie lepszy, tylko po prostu inny.

Ostatnie miesiące mnie nieco zaniepokoiły i to na tyle, że zacząłem myśleć o byłym piłkarzu Schalke jak o ekspercie z topu. A to wszystko za Waszą sprawą, a właściwie za sprawą „analityków”, których dobieracie właśnie Wy. Wczorajszy komentarz Pana Gilewicza, rzucającego samymi truizmami powodował, że miałem ochotę na czas trwania meczu zadzwonić do któregoś z banku, żeby pogadać o nowej ofercie „przygotowanej specjalnie dla mnie”. Jeszcze pal licho, kiedy jesteś wśród znajomych i gadacie sobie wesoło o życiu, a mecz leci gdzieś w tle. Najgorsza jest samotność z głosem takich ekspertów jak Pan Gilewicz lub Pan Trzeciak.

Oczywiście, żeby nie wyjść za kompletnego ignoranta i hejtera. Cenię sobie pracę Jacka Laskowskiego. Wyróżnia się spośród waszych innych komentatorów. Wiadomo, że macie na pokładzie jeszcze legendę polskiego mikrofonu – Dariusza Szpakowskiego, który co prawda walnie czasem jakąś gafę, ale jego głos powoduje, że człowiek czuje, iż ma do czynienia z wyjątkowym meczem i te – nie bójmy się użyć tego sformułowania – wielbłądy usuwają się w cień. Czasem następnego dnia poczyta się jeszcze o tych pomyłkach i nawet się z nich pośmieje, ale ogólnie obecność Pana Dariusza trzeba ocenić na plus.

Zastanawiałem się razem z większością Polski, która na co dzień śledzi piłkarskie zmagania, o co chodzi z tymi przebitkami z Opola? Czułem się jakbym był na jakimś wiejskim festiwalu kiełbasy. Prowadzący teleturniej Koła Fortuny wcielający się w mistrza ceremonii (a może gniazdowego?) nie może mi wyjść z głowy. Fajnie, że Polska potrafi się zjednoczyć w takich momentach bez politycznych podziałów, ale mam nieodparte wrażenie, że można było to zrobić ze smakiem.

Najgorsze w tym wszystkim jest, że ten list zapewne nic nie da. Kiedy piłkarski twitter płonął, wrzucając kolejny kamyczek do Waszego ogródka, Jacek Kurski pochwalił się oglądalnością tego meczu, będąc ślepym na mniej lub bardziej merytoryczne uwagi widzów. Bo po co Wam głos poparcia ludzi, którzy żyją piłką trzysta sześćdziesiąt pięć dni w roku, skoro oglądalność nabijają Wam „Grażyny i Janusze”, którzy na potrzeby mundialu w Rosji przez miesiąc zostaną ekspertami w tej dziedzinie. Im nie przeszkadza widok Jana Tomaszewskiego w studio, bo dla nich to jest bramkarz, który zatrzymał Anglię, a dla mnie… nieważne. Później wspomniane „Grażyny i Janusze” będą głośno powtarzać uwagi Pana Jana i kiedy trafią na taką osobę jak ja, to zaczną się kłócić. Bo jeżeli Pan Tomaszewski tak powiedział, to tak musi być!

Wiem, że macie już zakontraktowanych ekspertów. Wiem, że trudno teraz byłoby zrobić rewolucję, ale wiem również, że niektóre sytuacje można przewidzieć i im zapobiec. Bo wg. mnie od oglądalności liczy się bardziej jakość transmisji. Czy przez najbliższy miesiąc musimy męczyć się z TVP lub szukać nielegalnych zagranicznych streamów? Wolałbym nie, ale coś czuję, że każdy dzień z Wami będzie coraz bardziej absurdalny. Ja mam taki charakter, że z tej absurdalności będę się śmiać. Gorzej z innymi bardziej krewkimi kibicami. Ale to Was pewnie nie obchodzi, bo jeżeli jest wynik, to wszystko inne się zgadza, prawda?

Pozdrawiam,

Dominik Bożek – Wasz widz przez najbliższy miesiąc.