Dla kogo wrocławski finał Speedway of Nations?

  • Redakcja

SoN to taki „syn” dyrektora Międzynarodowej Federacji Motocyklowej (FIM) Armando Castagni. W zamyśle Włocha impreza najlepszych światowych par ma pobudzić rozwój żużla w niekiedy dość egzotycznych krajach oraz, co także istotne, ograniczyć sportową dominację Polaków w rozgrywkach drużynowych.

„Jestem pewien, że mistrzostwa przyniosą mnóstwo niespodzianek i niepewności. Zwiększyliśmy liczbę państw, które będą mogły wziąć udział w drużynowych mistrzostwach. Przyznanie federacjom możliwości nominowania do każdej drużyny juniora może być motorem napędowym dla programów szkolenia w uczestniczących państwach. Dostajemy również wszelkie szanse ku temu, aby ujrzeć młodych zawodników ścigających się na tak wysokim poziomie” – powiedział swego czasu Castagna (speedwaygp.com).

Do tej pory (od 2001 r.) walka o miano najlepszej żużlowej kadry na świecie miała postać Drużynowego Pucharu, w którym brało udział kilka państw w 4-5-osobowych składach, a finalnie i tak zwykle wygrywali Polacy. Reprezentanci naszego kraju na przestrzeni lat triumfowali aż osiem razy. Trzykrotnie zdobywali srebrny medal, raz brązowy. Dla bardziej „zrównoważonego rozwoju” dyscypliny trzeba było zmienić jej formułę. I tak postanowiono odwołać do rozgrywanych w latach 1970-93 Mistrzostw Świata Par. Czy słusznie? Tu zdania są podzielone.

W opinii trenera Polaków Marka Cieślaka Speedway of Nations to raczej sztuczny twór, bez większych korzyści dla słabych żużlowo krajów.

„Nikt nie zacznie nagle rozwijać żużla w swoich krajach, tylko dlatego, że bierze udział w Speedway of Nations. Dotyczy to zarówno Słowenii, Francji czy innych słabszych reprezentacji. Taka jest pozycja żużla w tych krajach i tyle. Nowa formuła zawodów może jedynie nam zaszkodzić (…) Z Duńczykami ani Słowenia, ani Stany Zjednoczone nie mają przy obecnym regulaminie szans. Jeżeli liderzy wygrają wyścig, to Duńczycy przyjadą na drugim i trzecim miejscu i ostatecznie będą lepsi” (sportowefakty.wp.pl).

Inni eksperci uważają, że Speedway of Nations (kiepska nazwa…) nie dość, że się nie przyjmie, to jeszcze pogłębi kryzys w światowym żużlu, wszak w pierwszej kolejności należy zadbać o dalszy rozwój cyklu Grand Prix. A przecież również ta impreza jest w odwrocie, za całą zabawę i tak płacą w większości Polacy – samorządy, sponsorzy, kibice. Pierwszy, dwudniowy finał SoN odbędzie się zresztą we Wrocławiu… Z tego też powodu kadra Cieślaka – Maciej Janowski, Patryk Dudek, rezerwowy Maksym Drabik – ma w nim zapewniony udział. Pozostałe drużyny musiały przejść turnieje barażowe.

Pierwszy z nich odbył się w niemieckim, niewielkim miasteczku (w żadnej metropolii…) Teterow. Zawody spokojnie wygrali Rosjanie, o dwa pozostałe miejsce trwała dość zażarta walka. Ostatecznie, Niemcom pomogła znajomość toru, Duńczykom zaś to, o czym wspominał Cieślak, a więc mocniejsza para. Słoweniec Matej Żagar i Amerykanin Greg Hancock nie zdołali praktycznie w pojedynkę awansować do finału. Co więcej, amerykański jeździec Gino Manzares o mały włos nie skończył zawodów w Teterow z poważnym urazem. Na szczęście jedynie na strachu się skończyło…

Drugi baraż (start o godz. 20) odbędzie się dziś w Manchesterze. Faworytem bukmacherów z forBET są Australijczycy (kurs 2.35), przed gospodarzami z Wielkiej Brytanii (2.45) oraz Szwedami (3.05). Pozostałym reprezentacjom – Czechom, Finom, Francuzom, czy Włochom – daje się niewielkie szanse na bilet do Wrocławia. Owszem, Jason Doyle, Tai Woffinden, czy Fredrik Lindgren (oraz ich słabsi doparowi) powinni załatwić sprawę awansu do finału SoN. Wobec tej „oczywistości” należy – zgodnie z ideą zawodów – kibicować pozostałym, „uboższym krewnym” wspomnianych par. A nuż będą niespodzianki? Może chłopaki z Francji: 25-letni David Bellego i 21-letni Dmitri Berge sprawią sensację i jakimś cudem wjadą na autostradę do stolicy Dolnego Śląska?