Warriors po raz drugi, czy Cavs pierwszy?

  • Redakcja

W nocy z niedzieli na poniedziałek (start o godz. 2) czekają nas wielkie emocje w drugim spotkaniu finału NBA. Czy LeBron i jego koledzy w hali Oracle Arena zdołają wyszarpać zwycięstwo? forBET wycenia zwycięstwo Golden State na 1.15, a Cleveland na 5.75 (X- 15.25).

W pierwszym finale GSW wygrało dość niespodziewanie. Po prawdzie miało sporego farta, co zresztą przyznawali później gracze z Oakland. Wszystko przez gapiostwo i skrajną sportową nieodpowiedzialność JR Smitha. Otóż na niecałe pięć sekund przed końcem regulaminowego czasu gry było 107:106 dla Warriors, ale dwa rzuty osobiste miał George Hill. Trafił tylko pierwszego z nich. Po drugim piłkę zebrał Smith i… popatrzcie Państwo sami:

Nie mogą dziwić reakcje LeBrona i pozostałych jego kolegów. Smith zaprzepaścił szansę na wygraną przed dogrywką. Choć po spotkaniu nie tracił wiary w swoje możliwości, stwierdzając, że wiedział, jaki jest rezultat, ale szukał lepszej pozycji do rzutu (ciekawe…był przecież pod samym koszem) albo polował na faul. Nie było ani jednego, ani drugiego. A Cavs przegrali w dogrywce aż 7:17. Poziom pomeczowej frustracji był wysoki. Najlepszy gracz Cleveland po ostrej wymianie zdań z dziennikarzem ESPN Markiem Schwarzem zirytowany postanowił opuścić salę konferencyjną.

W samej końcówce meczu nie popisali się także, zdaniem trenera Cavs Tyronna Lue, sędziowie spotkania. Obaj podjęli dwie różne decyzje odnośnie sytuacji Jamesa z Kevinem Durantem: jeden zagwizdał faul w ataku, drugi w obronie LBJ. Ostatecznie stwierdzili (błędnie), że przewinienie popełnił James.

„To bardzo nie w porządku. Walczyliśmy z całych sił, więc ta sytuacja mocno nas dotyka. Nigdy wcześniej w historii gry coś podobnego nie miało miejsca. Finały, największa scena koszykówki – to nie w porządku, że nas tak potraktowano. […] Patrząc na to, co zrobił LeBron i w jaki sposób go okradziono, nie powinno tak być. Mieliśmy dobry plan, wiele rzeczy zrobiliśmy tak, jak powinniśmy” – powiedział Lue (probasket.pl).

James zaliczył jeden z najwspanialszych występów w swojej karierze. Zdobył aż 51 punktów, zaliczył osiem zbiórek i tyle samo asyst. Jednak największą, bo świecąca w blasku zwycięstwa, gwiazdą pierwszego finału był inny „kosmita” – Steph Curry. Lider GSW rzucił 29 punktów, o trzy więcej niż Durant. Poza nimi, bardzo dobre spotkanie zanotował silny skrzydłowy Draymond Green. 28-latek był bliski triple-double: 13/11/9. Co jednak dużo ważniejsze trafił dwie ważne trójki pod koniec.

Green był jednym z „bohaterów” sytuacji, która mogła skończyć się poważną boiskową rozróbą. Otóż w momencie, w którym było już jasne, że Warriors wygrają pierwsze spotkanie, sprowokował Tristana Thompsona, a ten uderzył go piłką w twarz. Wcześniej Thompson sfaulował Shauna Livingstona. Całość wyglądała całkiem groźnie, zawodnicy mieli sobie sporo do wyjaśnienia:

Za swoje zachowanie gracz Cavs został ukarany grzywną w wysokości 25 tys. dolarów (pamiętacie jaką kasę musi zapłacić Aaron Johnson za uderzenie Ivana Almeidy? Jest tu spora różnica…). Na szczęście dla Cleveland będzie mógł zagrać w meczu nr 2.

Dużo mniejszą szansę na występ ma koszykarz GSW Klay Thompson, którego jeszcze w pierwszej kwarcie staranował Smith. Rozpędzony zawodnik Cavs poślizgnął się i nieumyślnie skosił nogę Thompsona, dzięki czemu ten doznał mocnego skręcenia lewej kostki. Decyzja, czy zagra w drugim meczu finału zapadnie na kilka godzin przed wyjściem na parkiet. Podobnie zresztą, jak w przypadku Andre Iguodali. 34-latek nadal zmaga się z urazem kolana po tym, jak w trzecim finale Konferencji Zachodniej zderzył się z Jamesem Hardenem.