Ciężki los matek w zawodowym tenisie

  • Redakcja

28 stycznia 2017 roku Serena Williams pokonała w finale Australian Open swoją starszą siostrę, Venus. Okazało się, że zrobiła to, będąc w stanie błogosławionym. Tenisistka opuszczając australijskie korty domyślała się, że czeka ją rozbrat z tenisem, ale na pewno nie sądziła, że będzie on tak długi i tak ciężki.

Amerykanka w wywiadzie dla Vouge przyznała, że sama ciąża nie była tak uciążliwa jakby mogło się wydawać. Problemy zaczęły się przy porodzie, 1 września. Tętno płodu zaczęło drastycznie spadać i lekarze zaproponowali tenisistce cesarskie cięcie, na co przystała. Na szczęście dziecko wyszło całe z tej opresji i Serena Williams została matką.

Just how I look at her

A post shared by Serena Williams (@serenawilliams) on

Pierwsze dni po porodzie były jednak uciążliwe dla 37-latki. Odezwała się jej „stara znajoma”, zakrzepica. Williams doskonale sobie zdawała sprawę, że bezdech dzień po porodzie jest związany z chorobą, która ją dopadła lata temu. Uciążliwy kaszel spowodował, że rana po cesarskim cięciu otworzyła się na nowo. Pierwsze półtora miesiąca życia swojej córki musiała spędzić w pozycji leżącej. Wtedy zaczęła się u niej objawiać poporodowa depresja. Świeżo upieczona matka zaczęła panikować, czy da radę podołać nowemu wyzwaniu.

Kiedy już wydawało się, że minęły wszystkie kryzysy i Amerykanka zaczęła na nowo czerpać radość z życia, postanowiła zająć się tym co robi najlepiej – tenisem. Pierwszy pojedynek stoczyła równo 120 dni po porodzie w Zjednoczonych Emiratach Arabskich z Jeleną Ostapenko. Łotyszka wygrała to starcie w trzech setach i Williams zdała sobie sprawę, że musi jeszcze potrenować nim powróci do wielkoszlemowych turniejów. Zrezygnowała m.in. z udziału w Australian Open, w którym tryumfowała rok wcześniej.

Marzec tego roku wydał jej się odpowiednim momentem na powrót. Dwie pierwsze rundy Indian Wells przeszła bez problemu odstawiając teoretycznie wyżej notowane rywalki. I tu pojawia się kolejny problem Sereny Williams. Podczas absencji związanej z ciążą i problemami poporodowymi Serena Williams spadła do piątej setki rankingu WTA, dlatego w większości turniejów może być nawet nierozstawiona. W Indian Wells poległa w starciu ze swoją siostrą. Po porażce w pierwszej rundzie turnieju w Miami postanowiła sobie zrobić kolejną przerwę, która będzie trwać do jutra, do jej pojedynku z Kristyną Pliskovą w pierwszej rundzie Roland Garros (kurs w forBET na zwycięstwo Williams – 1.45).

Przed francuskim turniejem zapadła decyzja, że Serena Williams z powodu 451. pozycji w rankingu WTA nie będzie rozstawiona. Jej koleżanki po fachu wstawiły się za nią, broniąc jej nie tylko na podstawie zawodowej solidarności, ale i broniąc jej jako młodej matki. Tenisistki robią to poniekąd w swoim interesie, bo – mimo zapewnień Pliskovej o tym, że nie boi się Williams – Czeszka na pewno nie była zachwycona, że trafiła akurat na nią w pierwszej rundzie. Sprawa odbiła się tak szerokim echem, że zainterweniowała nawet córka Prezydenta USA, Ivanka Trump.

Teraz pomyślmy co by było gdyby taki sam los dotknął nie Serene Williams, tylko zawodniczkę, która nie jest obdarzona równie wielkimi umiejętnościami? Jestem przekonany, że Amerykanka powoli wejdzie na szczyt. Ale co ma powiedzieć tenisistka np. z drugiej setki rankingu? Czy dla takiej kobiety decyzja o zostaniu matką koniecznie musi skutkować porzuceniem sportowej kariery? Czy nie warto może zastanowić się nad regulaminem rankingu i pochylić się nad propozycją „jedynki” WTA, Simony Halep, która uważa, że dawna pozycja powinna być przez pewien okres chroniona? Przypominam, że w tekście opisałem przypadek fenomenu, wyjątkowo silnej i utalentowanej zawodniczki, a przecież doskonale sobie zdajemy sprawę, że nie wszystkie kobiety takie są, ale wszystkie mają prawo, żeby urodzić dziecko nie tuż przed 40. tylko w miarę wcześnie, tak aby przy przyszłych wywiadówkach w szkołach swoich dzieci nikt ich nie wziął za babcie.

 

Dominik Bożek