Adrian Sikora: „Usłyszałem, że jestem za słaby na reprezentację”

  • Redakcja

Byłego snajpera m.in. Groclinu Dyskobolia Grodzisk Wielkopolski czy Realu Murcia odwiedziliśmy ostatnio w Ustroniu. Sikora występuje w miejscowej Kuźni. Wciąż jest aktywnym piłkarzem, mimo skończonych 38 lat. Porozmawialiśmy z nim m.in. o Groclinie, Beenhakkerze i o śląskiej piłce nożnej.

Kuźnia rozgrywa swój historyczny pierwszy sezon na poziomie IV ligi. Aktualnie jest w środku tabeli II grupy śląskiej. Celem na dziś jest zapewne utrzymanie, a w przyszłości?

Obecnie walczymy o pozostanie w tej lidze. Takie były założenia na pierwszy rok. Żeby wejść w tę czwartą ligę na spokojnie, a być może w przyszłości powalczyć o coś więcej. Myślę, że generalnie Ustroń jako miasto zasługuje na więcej. Trzecia liga jest marzeniem, oby takim do zrealizowania. Należy to się tutejszym mieszkańcom, kibicom. Ale na razie skupiamy się na utrzymaniu w czwartej lidze.

Śląska piłka nożna ma obecnie w Ekstraklasie dwóch przedstawicieli: Górnika Zabrze  i Piasta Gliwice. Kiedyś było ich więcej – Odra Wodzisław, Podbeskidzie Bielsko-Biała, Polonia Bytom, Ruch Chorzów. Czy futbol na Śląsku przeżywa jakiś kryzys?

Wszystko rozbija się o finanse… Problemy tej natury są głównym powodem osłabienia wspomnianych klubów.

Ale taki Górnik Zabrze potrafił dosyć niskim nakładem środków zbudować mocną drużynę. Oprzeć zespół na młodych zdolnych piłkarzach, którzy są teraz blisko awansu do europejskich pucharów.

Górnik to rzeczywiście bardzo dobry przykład na to, jak można niewielkim kosztem, nie przepłacając zawodników, walczyć o coś więcej, niż tylko o utrzymanie. Ważne jest to, by umieć postawić na zdolnych chłopaków. Odważyć się. Z tym jest często największy kłopot – może nawet nie u trenerów, co u działaczy, prezesów, sponsorów.

Pamiętam, że Zabrzanie jeszcze w pierwszej lidze dokonali małej rewolucji kadrowej. Odsunęli od składu doświadczonych graczy, jak np. Dawid Plizga czy Adam Danch. Nazwiska z ekstraklasową przeszłością. Mało kto się spodziewał, że można zrezygnować z tak uznanych piłkarzy. A jednak trener Marcin Brosz ze sztabem wiedział, co czyni. Podziękowano tym starszym, a w ich miejsce zaczęto ogrywać młodzież. Wielu twierdziło, że takie zmiany mogą tylko zaszkodzić Górnikowi. Sprawią, że ten klub na dłużej pozostanie na zapleczu Ekstraklasy. A jednak skończyło się zupełnie inaczej. Górnik oparty na młodych zawodnikach najpierw awansował do najwyżej klasy rozgrywkowej, a dziś jest blisko europejskich pucharów.

Grał Pan długo w Dyskoboli Grodzisk Wielkopolski. Jak wspomina Pan spędzony tam czas? Ma Pan może kontakt z kimś z tamtego Groclinu?

Na pewno był to dla mnie najlepszy okres pod względem sportowym. Wspominam te czasy bardzo dobrze. Pamiętam, jak zaczynałem w Ekstraklasie. To był 2003 rok, wtedy te rozgrywki nosiły jeszcze nazwę „Pierwsza liga”. Idąc z Górnika Zabrze do Dyskobolii miałem lekkie obawy. W głowie pojawiały się pytania typu: czy sobie poradzę? Groclin był wówczas bardzo mocny. Eliminował wtedy Herthę Berlin czy Manchester City z europejskich pucharów. Udało mi się tam spędzić parę naprawdę dobry lat. Poznałem dużo fajnych ludzi, bardzo klasowych zawodników. Mam do dziś kontakt np. z Markiem Sokołowskim, z Igorem Koziołem, z Tomkiem Wieszczyckim, z Radkiem Majewskim, z Bartkiem Ślusarskim i mógłbym tak wymieniać jeszcze długo. Spotykamy się we wspólnym gronie przy różnych okazjach, np. urodziny. Wspominamy wtedy te piękne czasy w Grodzisku.

Z zawodników występujących za Pana czasów w Dyskoboli największą karierę zrobił chyba Ivica Kriżanac, który po odejściu z Groclinu występował przez kilka sezonów w Zenicie Sankt Petersburg. To dla Pana zaskoczenie?

Na pewno już wtedy wiedziałem, że to jest bardzo dobry piłkarz. Ale też od dawna powtarzam, że Kriżanac mógł ze swojej kariery wycisnąć jeszcze więcej. To może zabawnie brzmieć, bo przecież zdobył Puchar UEFA. Ale umiejętności miał tak wysokie, że spokojnie mógł grać w klubie jeszcze lepszym niż Zenit, w jakimś topowym europejskim zespole. Gdyby skupił się tylko i wyłącznie na futbolu. Ale podchodził do tej piłki trochę zbyt lekko. Wielu mówiło, że jedzie do Rosji tylko po to, by tam zarobić. Oczywiście pieniądze są ważne, ale udało mu się tam też coś wygrać.

A byłby Pan w stanie wymienić najlepszego obrońcę, przeciwko któremu do tej pory musiał Pan rywalizować? W samym meczu albo na treningu.

Bardzo ciężko grało mi się przeciwko Arkowi Głowackiemu. Ostatnio nawet na urodzinach Kamila Kosowskiego rozmawiałem z Arkiem i powiedziałem mu, że nie znosiłem przeciwko niemu grać (śmiech). A on mi na to: Ja tak samo przeciwko Tobie, bo Ty zawsze szybko potrafiłeś uciec, prześlizgnąć się. Arek wolał walczyć z takimi twardymi napastnikami, z którymi mógł powalczyć, a nie z szybkościowcami. Na treningach w Grodzisku rywalizowało mi się też ciężko z Radkiem Mynarzem. On był naprawdę nieustępliwy, mocno dawał się we znaki.

Grał Pan w Polsce, w Hiszpanii, na Cyprze. Który z tych krajów jest Pana zdaniem najlepszy do uprawiania futbolu i dlaczego?

Myślę, że Hiszpania – mimo, że sobie tam nie poradziłem. Ale infrastruktura, otoczka i hiszpańscy kibice są świetni. Przychodziłem do Murcii, gdy spadała z ligi i było wiadomo, że zagra w Segunda Division. Pamiętam, że tamtejsi mieszkańcy autentycznie żyli piłką. Mieszkałem początkowo z innymi nowymi zawodnikami w hotelu. Jak tylko wychodziliśmy gdzieś na miasto, to ludzie już nas rozpoznawali, pozdrawiali. To było strasznie miłe – tym bardziej, że nie zdążyliśmy wtedy nawet jeszcze pokazać się za bardzo na treningach.

W wywiadzie dla laczynaspilka.pl powiedział Pan, że „do Hiszpanii pojechałem zbyt późno, w wieku 28 lat”. To był Pana pierwszy transfer zagraniczny. Nie było w tamtym czasie możliwości, by wcześniej wyjechać z Polski? Czy też może Pan nie chciał?

Wcześniej nie byłem tak zdecydowany. Z resztą, mi było dobrze w Grodzisku. Zawsze chciałem zdobyć mistrzostwo Polski. A z Groclinem była na to szansa, bo wówczas Dyskobolia stanowiła jeden z najmocniejszych klubów w lidze. Ale akurat los tak chciał, że Wisła Kraków nas wyprzedzała. „Biała Gwiazda” dominowała wtedy bardzo mocno. A że późno wyjechałem? To był taki ostatni gwizdek. Byłem blisko trzydziestki, menedżer zaproponował mi Hiszpanię i postanowiłem spróbować swoich sił w innym kraju. Pomyślałem, że jeśli teraz nie pojadę, to już później mi się nie uda.

Jakby Pan doradzał młodszym zawodnikom w kontekście transferów zagranicznych? Wyjeżdżać najszybciej, jak się da, czy jednak dopiero po jakimś czasie? Taki dylemat będą mieli zaraz Jarosław Niezgoda i Krzysztof Piątek.

Na to chyba nie ma nigdy złotego środka. Jeden odchodzi z Polski szybko i mu się udaje, ale większość po wyjeździe zderza się ze ścianą. I niestety wracają z podkulonymi ogonami. Np. taki Niezgoda ma 23 lata. To nie jest już młody piłkarz. Myślę, że to już jest czas, by wyjechał, jeżeli w ogóle tego chce. Bo niektórzy wolą zostać w naszej lidze, tu im dobrze. Wydaje mi się, że w przypadku Niezgody już nie ma na co czekać. Wielu obserwatorów mówi, żeby jeszcze pograł w Ekstraklasie. Ale jak długo? Rok, dwa? To za chwilę będzie miał 25-26 lat. A ten czas strasznie szybko w futbolu mija. Gdy ja zaczynałem, to myślałem sobie, ile to lat mam przed sobą na granie w piłkę. Teraz tu siedzimy i myślę sobie, że to tak błyskawicznie przeleciało.

W Apoelu występował Pan razem z Kamilem Kosowskim i Marcinem Żewłakowem. Na Cyprze grali wcześniej też m.in. Bartłomiej Jamróz, Wojciech Kowalczyk, Andrzej Krzyształowicz, Jarosław Popiela. Skąd taka moda na Polaków?

Był taki moment, że Cypryjczycy ściągali bardzo wielu naszych zawodników. Cenią nas, podobnie jak Grecy. Z tego co pamiętam, to Jerzy Engel też tam kiedyś pracował. A i Łukasz Sosin, który traktowany jest jak legenda i aż się zadomowił na stałe na Cyprze do dziś. Jeśli o mnie chodzi, to bardziej można powiedzieć, że tylko byłem na Cyprze. Zmagałem się tam niestety z kontuzją.

A z perspektywy czasu – bardziej Pan żałuje, że nie było Panu dane dłużej pograć w reprezentacji Polski czy też wystąpić w Lidze Mistrzów z Apoelem?

Kadra narodowa była dla mnie wielkim marzeniem. Jako Polak zawsze chciałem reprezentować Polskę. Ale kiedyś usłyszałem, że nie prezentuję poziomu reprezentacyjnego. Mimo, że strzelałem w lidze sporo bramek. Nie był to podobno poziom odpowiedni na drużynę prowadzoną wówczas przez Leo Beenhakkera. Bo to on w tamtym czasie przejął zespół od Pawła Janasa.

A miał Pan wtedy okazję porozmawiać z Beenhakkerem na ten temat?

Nigdy z nim osobiście nie rozmawiałem. Pamiętam tylko, że przyszedł do nas na zgrupowanie Groclinu przed meczem z Crveną Zvezdą w europejskich pucharach. Pojawił się w naszym hotelu na odprawie przedmeczowej i powiedział kilka słów do zawodników. Zadebiutowałem za selekcjonera Janasa. A później niestety trener Beenhakker widział innych.

Co do Ligi Mistrzów, to też oczywiście jej żałuję. Na Cyprze w pierwszych dwóch meczach nie bardzo mi szło. Ale w trzeciej kolejce dostałem szansę od pierwszej minuty. Strzeliłem dwa gole, ale nabawiłem się też urazu. To było w sobotę, a w środku następnego tygodnia mieliśmy już grać z Chelsea Londyn. Oczami wyobraźni stałem już naprzeciwko Johna Terry’ego i innych graczy The Blues. Ale niestety los mi na to nie pozwolił.

W ostatnich latach Mistrz Cypru kilkukrotnie kwalifikował się do Champions League. Mistrz Polski tylko raz – rok temu była to Legia Warszawa. Dlaczego Cypryjczykom częściej udaje się awansować do tych elitarnych rozgrywek?

Na pewno nie możemy się z nimi porównywać pod względem finansowym. Szczególnie z tamtejszymi czołowymi ekipami. Wydaje mi się też, że kluczem do ich sukcesu są odpowiedni ludzie. Ludzie, którzy potrafią dobrze zarządzać klubami. Dobierać zawodników do konkretnych potrzeb. Trafiają z transferami i to chyba ich największy atut.

To tym ciekawsze, że Cypr to przecież mały kraj.

Bardzo mały. Nie posiada takich stadionów, jakie są w Polsce. Na Cyprze jest tylko kilka obiektów i odbywają się na nich praktycznie wszystkie spotkania. W samej Nikozji na jednym stadionie swoje mecze rozgrywają Omonia, Olympiakos i Apoel. Tamtejsza infrastruktura jest daleko za polską. Ale piłkarsko są od nas wyżej.

Rozmawiał: Dominik Senkowski