„Jak nie być żoną sportowca”? Uczy Justyna Żyła…

  • Redakcja

Mimo, że sezon skoków narciarskich już dawno zakończony, a do Letniego Grande Prix jeszcze sporo czasu, o tej dyscyplinie zrobiło się wczoraj znowu głośno. Wszystko za sprawą żony Piotra Żyły, która w ramach walki o ochronę swojego życia prywatnego udzieliła wywiadu i wzięła udział w rozbieranej sesji Playboya. Pani Justyna kontynuje w mediach kolejny odcinek festiwalu żenady pod swoim patronatem i po raz kolejny szkoda, że wykorzystywany do tego jest polski sport.

Długo zastanawiałem się, czy pisać o tej sprawie. Spodziewam się, że mogę zostać posądzony o to, iż interesuję się czyimś życiem prywatnym, a poziom mojej wypowiedzi nadaje się raczej na Pudelka niż serwis o sporcie. Zawsze jednak w środku boli mnie, gdy w jakimś stopniu zaczynamy mieszać sport z czymś, co jest mu zupełnie obce – tak było, chociażby, z wywiadem Izu Ugonoha dla TVN, gdy „poważna telewizja” wzięła polskiego boksera do swojego programu tylko ze względu na kolor skóry, a nie to, co osiągnął w swojej dyscyplinie. Tutaj jest jeszcze gorzej. Mamy bowiem przykład kobiety, którą nikt by się nawet nie zainteresował, gdyby nie była żoną jednego z najbardziej medialnych skoczków narciarskich w Polsce. O ile trudno się dziwić, że magazyn, w którym udzieliła ona sesjo – wywiadu (powodzenia, żeby skupić się na napisanym tekście) wykorzystał taką sposobność, to naprawdę coś w środku zaczyna się gotować, kiedy to ona stara się to wykorzystać dla własnych celach, a w tle tego wszystkiego mamy przecież skoki narciarskie.

Tak w sumie to ten temat byłby naprawdę ciekawym materiałem do badań psychologiczno – socjologicznym, jak zmienia się stosunek kibiców do danego zawodnika, kiedy na jaw wychodzą nie do końca klarowne tematy z jego życia prywatnego – widziałem doskonale sporą grupę kobiet w średnim wieku, który po tym, czego dowiedziały się od Pani Justyny stwierdziły, że tak w sumie ten Żyła to już nie jest taki fajny i już nie będą mu kibicować. Nie chce zbytnio oceniać takiego czy innego postępowania na podstawie jakiejś relacji z Instagrama, natomiast zawsze w Polsce ciekawi mnie, jak takie „brudy” mogą nadszarpnąć wizerunek danej osoby i spowodować, że nie ocenia się go z poziomu osiągnieć na polu, w którym prowadzi działalność, ale tego, co wyczynia w życiu rodzinnym. Chyba najlepszy przykład pochodzi nie ze świata sportu, ale muzyki – jeden z najwybitniejszych wokalistów lat 90, a więc Andrzej Zaucha, został zamordowany przez zazdrosnego męża, której żona podejrzewana była o romans z artystą. Dorobek piosenkarza jest naprawdę znakomity, lecz ludzie bardzo często wolą się odnosić do niego jako: „wielbiciel cudzych żon”.

Ale wrócmy do Justyny Żyły. Dlaczego środowisko dziennikarskie powinno w takich chwilach zareagować? Z bardzo prostej przyczyny. Jeżeli ktoś emanuje swoją prywatnością, a jednocześnie każe mediom uszanować życie osobiste, to jest po prostu wielkim hipokrytą. Pani Justyna ma teraz swoje pięć minut, które skrzętnie wykorzystuje i tylko szkoda, że odbija się to na reputacji jej rodziny i jakoś niespecjalnie ma coś więcej do przekazania, niż widok swojego ciała. Można zarzucić mediom, że „atencjonują” Panią Justynę (tzn. sprowadzają na nią niepotrzebną uwagę), lecz cała gama jej zachowań świadczy, że cała sprawa przybrała sprawy publicznej, tak jak gdyby chodziło o jakąś osobę zaufania publicznego, która musi się cieszyć nieposzlakowaną opinią społeczną. Czy sportowcy należą do tego grona? Pewnie niektórzy bardzo by tego chcieli, ale ja jednak preferuję, jeżeli za ich osobami przemawiają konkretne wyniki, a nie jakieś szczegóły dotyczące rzeczy, które normalnego człowieka zupełnie nie interesują.

Zawsze przykro ogląda się osoby, które dzięki odkryciu pikantnych szczegółów swojego życia prywatnego mają nadzieję zaistnieć w większej części masowej świadomości. Obawiam się, że taki przypadek czeka również Justynę Żyłę, która ukazując nam to i owo (bynajmniej chodzi o ten program telewizyjny) rozpocznie krążenie po wszelkiej maści gazetach, radiostacjach, a być może nawet telewizjach, które chętnie przystaną na jej grę dla zwiększenia ilości wyświetleń czy odsłuchań. Najbardziej szkoda mi w tej sprawie dzieci tej pary – co by nie mówić, jak nie oceniać tej sytuacji, to one są najbardziej poszkodowane w tej sytuacji i trauma, która może się w nich wytworzy, może trwać nawet kilka lat. A wszystko w imię robienia sobie popularności, bo Pan Piotr ponoć coś tam narozrabiał – i my chcemy, aby na tym świecie było w miarę normalnie…

Karol Czyżewski