Po V. rundzie PGEE: Grudziądz zrehabilitowany, Toruń bez liderów

  • Redakcja

Półmetek PGE Ekstraligi coraz bliżej. Z tego też powodu fani „czarnego sportu” mają większe niż dotychczas rozeznanie w układzie żużlowych sił. To także może się zmienić, gdy na tapetę wjedzie temat Grand Prix. Pierwsza runda odbędzie się w najbliższą sobotę na Stadionie Narodowym w Warszawie, gdzie już ułożono nawierzchnię, czekającą na światową czołówkę. Zostawmy jednak na chwilę na boku walkę o tytuł najlepszego żużlowca globu. I skupmy się na tym, co już na polskich torach ligowych za nami.

Grudziądzanie, triumfując 49:41 w meczu z Gorzowem w jakiejś mierze zdołali zrehabilitować się za bolesną porażkę z Lesznem. Wreszcie na oczekiwanym poziomie pojechał Szwed Antonio Lindbaeck, który był tego dnia jednym z liderów (12 punktów z bonusem) swojej drużyny. Szybki był także Artiom Łaguta. Rosjanin po spotkaniu nie mógł nachwalić się sposobu przygotowania swojego toru. Ciekawe zatem, co nie zagrało w starciu z Fogo Unią? Kibice gorzowskiej Stali zaś winą za porażkę przy ul. Hallera 4 obarczyli nie tylko zawodników, ale i menedżera Stanisława Chomskiego. No właśnie…czemu w 9. biegu dał kolejną szansę słabemu Grzegorzowi Walaskowi? Aż prosiło się, by w parze z Krzysztofem Kasprzakiem z rezerwy taktycznej pojechał ktoś bardziej kompetentny.

Trudne chwile przeżywają także w Toruniu, o czym najlepiej może świadczyć ogromne rozgoryczenie tamtejszych fanów po spotkaniu w Zielonej Górze:

Wyjście do swoich kibiców nie mogło należeć do najprzyjemniejszych. Z drugiej strony, żużlowcy Get Well sami są sobie winni. Jeżeli mistrzowie świata – aktualny Jason Doyle i były Chris Holder – zdobywają łącznie 9 punktów z bonusem, to doprawdy nie ma o czym mówić. I jeszcze te słabe tłumaczenia… Doyle po defekcie w 1. biegu nie miał rzekomo na czym jechać, Holdera blokowała szpryca spod kół zielonogórzan, Rune Holta miał problem z trzecim polem startowym. Przepraszam najmocniej, ale w taki sposób – i to też nie zawsze – mogą tłumaczyć się juniorzy, a nie poważni jeźdźcy po wyjątkowo ważnym spotkaniu. Trudno teraz oczekiwać, że Get Well jest w stanie zgarnąć jakiekolwiek punkty w dwóch nadchodzących starciach z Lesznem i forBET Włókniarzem.

„Dzisiaj w Toruniu mam taką sytuację, w której muszę zarządzać konfliktem, a dokładniej zarządzać poprzez konflikt i tak to dziś wygląda. Na ten moment nie chciałbym nic mówić, ale rzeczywiście tak jest i to widać” – bez ogródek po dziesięciopunktowej porażce z Falubazem powiedział opiekun Get Well, Jacek Frątczak (przegladsportowy.pl).

Zgoła odmienne nastroje panują we Wrocławiu, gdzie tamtejsi żużlowcy od początku sezonu potrafią skutecznie jeździć na pełnym gazie. Zarówno w finale Mistrzostw Polski Par Klubowych…

… jak i w PGE Ekstralidze. W ostatniej kolejce z łatwością, choć ze słabym Andrzejem Lebiediewem, wygrali na terenie beniaminka z Tarnowa. W ekipie Grupy Azoty Unii dość niespodziewanie wystąpił obolały Nicki Pedersen. Duńczyk, mimo wielkiego bólu w kontuzjowanym nadgarstku, w sześciu startach zdobył aż 15 „oczek” z bonusem. I to się nazywa lider! Cóż jednak z tego, skoro poza Kennethem Bjerre, nie dostał odpowiedniego wsparcia od reszty drużyny.

W szlagierowym spotkaniu Leszna z drużyną spod Jasnej Góry (na zdjęciu poniżej) górą byli gospodarze. Wydaje się, że zawodnicy Piotra Barona pewnym krokiem zmierzają po swój kolejny, 16. tytuł mistrzów kraju. Ok, jeszcze daleko do końcowych rozstrzygnięć i może zdecydowanie zbyt wcześnie na podobne konkluzje, ale… To, w jaki sposób prezentuje się cała ekipa Fogo Unii budzi zachwyt i zrozumiałą zazdrość wśród rywali. Kapitalną formą popisuje się niedawny rekonwalescent Piotr Pawlicki. Młodszy z braci już drugi mecz z rzędu kończy z kompletem punktów. A przecież w niedzielę jego rywalem był Fredrik Lindgren. Szwed jednak dwa razy musiał oglądać plecy „Pitera”, co jest w tym sezonie nie lada wyczynem.

W drużynie Marka Cieślaka z roli lidera nie wywiązał się Duńczyk Leon Madsen. Słabiej i z jednym wykluczeniem udział w zawodach skończył Adrian Miedziński. A już totalnie zawiódł Matej Żagar. Co się z nim dzieje? Kiepska forma Słoweńca może okazać się kluczowa w batalii o najcenniejsze medale. Żagar jednak, jak bywało w ostatnich sezonach, potrafi dostać prawdziwego „szwungu” pod koniec roku. Czy podobnie będzie teraz?