Robert Lewandowski: krytykować czy wspierać?

  • Redakcja

„Nie ruszajmy Lewego, bo to wielki piłkarz jest”. „Przypomnijmy sobie ile zrobił dobrego dla polskiego futbolu”. „To nasz papierek lakmusowy, nasze dziedzictwo, nasz symbol, kosmita i fenomen, który nie miał prawa wyrosnąć na polskiej ziemi”. Tak sobie czytam kolejny felieton lub twiita o podobnych treściach i się zastanawiam: czy dziennikarze – w opozycji do hejterów – nie przeginają w drugą stronę.

Zgadzam się z Piotrem Wołosikiem, który przywołał jakże nędzne lata 90’. Sam pamiętam jak nie mogłem wyjść z podziwu nad tym jak dobrze sobie radził w pewnym momencie na Zachodzie Ebi Smolarek. Z dumą patrzyło się na jego kolejny gol lub pochlebny mini-artykuł w zachodnim dzienniku. Lewandowski odesłał te czasy do lamusa. Sprawił, że już nikogo nie dziwi kolejna polska korona króla strzelców w Bundeslidze. Z podziwem patrzyliśmy na niego, kiedy postawił się władzom Borussii Dortmund i wywalczył najwyższy kontrakt piłkarski w Niemczech u nowego pracodawcy. Już nikt nie patrzył na niego jak na Polaka, tylko jak na gwiazdę światowego topu. Poprzeczka zaczęła być zawieszana coraz wyżej. I to nie tylko przez opinię publiczną, ale i przez samego piłkarza.

Pamiętamy słynny tweet naszego kapitana po jednym z plebiscytów na najlepszego piłkarza. Wszyscy chóralnie stawaliśmy za Lewandowskim, mówiąc o skandalu i teoriach spiskowych. Sam zawodnik w znanym polskim talk-show powiedział, że czuje się lepszy od Messiego. I dobrze, jest napastnikiem, jest czołową postacią klubu z top 5 w Europie, zdominował całe Niemcy – musi być pewny siebie, bo to cecha niezbędna na takim poziomie. Problem w tym, że my kibice uwierzyliśmy w to wszystko i zaczęliśmy o nim myśleć jak o Messim.

Tak szczerze, z ręką na sercu: czy nie wystarczą palce jednej dłoni, żeby policzyć wybitne występy Roberta Lewandowskiego z absolutną światową czołówką? Przy Cristiano Ronaldo czy wspomnianym wcześniej Argentyńczyku potrzeba nam o wiele więcej palców. Wszyscy żyjemy i jeszcze długo będziemy żyć występem w barwach Borussi Dortmund, kiedy ustrzelił czterokrotnie Królewskich – i całkiem słusznie. Zbigniew Boniek po tym meczu namaścił naszego reprezentanta na nowego Bello di notte. To była piękna noc, która na pewno zapisze się w historii polskiego futbolu. Wtedy Florentino Perez powiedział sobie: „muszę mieć tego piłkarza”. A wszystko to działo się ponad pięć lat temu.

Przez te pięć lat Robert Lewandowski pobijał kolejne rekordy, robił nieprawdopodobne rzeczy, ale nie robił ich w meczach, kiedy na niego najbardziej liczono. Szczerze to nie dziwi mnie oburzenie niemieckich mediów na formę naszego piłkarza. Już trochę gra w Bayernie i zaczyna kręcić nosem na to co dzieje się w klubie, wymuszając powoli transfer na włodarzach klubu ze stolicy Bawarii. Lewandowskiemu zaczęło być duszno, co nie dziwne, ale nie dziwmy się, że bawarscy kibice krytykują postawę Lewandowskiego. Jasne, jest to wzór profesjonalisty, jest piłkarzem, który zostawia serce na boisku, ale nie dał kibicom z Monachium w 30% takiej nocy jaką dał kibicom z Dortmundu. Jestem przekonany, że retoryka zmieniłaby się gdyby:

a)      Lewandowski był Niemcem

b)      Lewandowski nie robił ruchów w stronę transferu

U napastnika frustracja zaczyna coraz bardziej postępować. Lewy wie, że nie wszystko idzie po jego myśli. Niedawno niemieckie media informowały, że nasz napastnik wdał się w sprzeczkę na treningu z Matsem Hummelsem, którego zna jeszcze za czasów Borussi. Trener Jupp Heyncknes – mimo, że oficjalnie wspiera naszego napastnika – też zapewne ma dosyć tej sytuacji. W ostatnim meczu, kiedy zdjął Lewandowskiego, tamten nie podał mu ręki. „Nasz trener nie będzie akceptować takiego zachowania” – powiedział wcześniej wspomniany Hummels. Zachowanie naszego napastnika w ostatnich tygodniach jest do niego niepodobne. Oczywiście niepodanie ręki nie skończy się dla niego tak samo, jak dla Grzegorza Krychowiaka, bo to inna piłkarska półka. Nie zmienia to jednak faktu, że Lewy, który zawsze starał się żyć w zgodzie ze swoimi pracodawcami, zaczyna coraz bardziej manifestować swoje niezadowolenie.

W tej całej sytuacji najbardziej zastanawiający jest hejt, jaki RL9 dostaje od Rodaków. Znów ujawniła się nasza natura „nosacza”, który tylko czeka na potknięcie narodowej gwiazdy. Lewandowskiemu – za to co dotychczas dokonał – należy się ogromny szacunek. Bezsprzecznie jest to najlepszy polski piłkarz od czasów Zbigniewa Bońka, dźwiga reprezentacje na swoich barkach jak mało kto, ale nie popadajmy ze skrajności w skrajność. Nie można go zagłaskiwać i mówić, że świetnie mu idzie w tegorocznej Lidze Mistrzów (mówi się o spotkaniu z Realem, ale obrońcy średniej Sevilli też nie dali mu pograć). Nie można pisać o jego końcu, bo Lewandowski wciąż daje nadzieje, że nie powiedział ostatniego słowa.

W tym roku dojdzie mu trójka z przodu. Można powiedzieć, że jest to ostatni dzwonek na czyn, który pozwoli go przywrócić na piedestał w glorii i chwale. Może to być transfer do Realu Madryt lub doskonały turniej na Mundialu w Rosji. A może jedno i drugie? W każdym razie, my piszemy i dyskutujemy, a Lewandowski w tym czasie ostro trenuje i to jest w tym wszystkim najlepsze. Tylko w taki sposób może zamknąć usta wszystkim hejterom, czego mu życzę.

 

Dominik Bożek