Ireneusz Mazur: „W finale PlusLigi szanse wciąż oceniam 50 na 50″

  • Redakcja

Dziś wieczorem odbędzie się drugie spotkanie finałowe siatkarskiej PlusLigi, tym razem w Kędzierzynie-Koźle. W pierwszym meczu w Bełchatowie PGE Skra pokonała Zaksę 3:0. Zapytaliśmy trenera Ireneusza Mazura m.in. o obecną dyspozycję Kędzierzynian oraz o jego przewidywania dotyczące finału.

Czy obniżka formy Zaksy w ostatnich tygodniach jest dla Pana zaskoczeniem? Bo nawet jeśli to siatkarze Andrei Gardiniego ostatecznie sięgną po mistrzostwo, to jeszcze niedawno wydawało się, że pójdzie im to znacznie łatwiej.

W fazie zasadniczej drużyna z Kędzierzyna-Koźla przed długi czas miała ogromną przewagę. Ale w końcówce rozgrywek, w półfinale z Olsztynem i w środowym meczu finałowym w Bełchatowie faktycznie zaprezentowała się słabiej. Co więcej, w półfinale z Indykpolem Zaksa była nawet bliska przegranej. W Olsztynie gospodarze mieli przecież piłki meczowe.

Z drugiej strony trzeba docenić to, że mimo słabszej dyspozycji, ekipa z Kędzierzyna-Koźla potrafiła awansować do finału PlusLigi. To też jest umiejętność, by zwyciężać, gdy brakuje świeżości. W pojedynkach z Indykpolem nie było widać w zawodnikach aktualnego wciąż Mistrza Polski tej radości z gry w siatkówkę. Radości, która tak często ich pchała do triumfów. Ale mimo tego, obronili się i zdołali wejść do finału. Wygrywanie, mimo słabszej formy, to cecha mistrzów.

Z PGE Skrą może być jednak trudniej o zwycięstwo. To co przeważyło w starciu z AZS – wola walki i doświadczenie – może być niewystarczające na Bełchatowian. Kędzierzynianie wyglądają na bardzo zmęczonych sezonem.

Rozgrywki są tak intensywne, te ligowe i europejskie, że zmęczenie musi następować. Ale pamiętajmy, że to dotyczy obydwu finalistów. Bełchatów również grał długo w Lidze Mistrzów. Ale mimo to w pierwszym spotkaniu finałowym zaprezentował radosną, świeżą siatkówkę. Taką, która zazwyczaj cechowała ekipę Zaksy.

Ale z drugiej strony PGE Skra nie wygrała aż tak przekonująco, jakby to mogło wynikać ze stosunku samych setów. Rezultat 3:0 musi robić wrażenie. Ale gra była bardzo wyrównana. Oglądałem ten środowy mecz na żywo i potem jeszcze dwa razy z odtworzenia. W każdym z tych trzech setów goście z Kędzierzyna-Koźla prowadzili. Gdyby to oni triumfowali tego dnia, nie byłoby to dla mnie wcale takie wielkie zaskoczenie. Oba zespoły wyglądały bardzo dobrze.

PGE Skra była po prostu lepsza w kilku kluczowych momentach pojedynku.

Tak. Miała też dwóch-trzech zawodników wyjątkowo dobrze dysponowanych. Co do Zaksy, to nie mogę powiedzieć, żeby zagrała w Bełchatowie źle, żeby np. ich taktyka mi się nie podobała. To było spotkanie dwóch wyrównanych zespołów, które pokazały ciekawą siatkówkę. Momentami stojącą nawet na bardzo wysokim poziomie.

Czyli daje Pan jeszcze Kędzierzynianom szanse na zdobycie tytułu mistrzowskiego?

Zdecydowanie. Przed rozpoczęciem finału powiedziałem w gronie znajomych, że w ostatnim okresie PGE Skra podniosła trochę swój poziom gry, a Zaksa nie gra z kolei już tak efektownie. W Bełchatowie stawiałem 51 do 49 na gospodarzy. Ale w całym finale – 50 na 50. I nadal uważam, że obie drużyny mają wyrównane szanse na wygranie PlusLigi. Sytuacja cały czas jest jeszcze otwarta. Zespoły te są tak zbliżone pod względem możliwości, że szalenie trudno jest wyłonić jednoznacznie faworyta.

A jak finał naszej ligi może się przełożyć na występ ekipy z Kędzierzyna-Koźla w zbliżającym się Final Four Ligi Mistrzów?

Siatkarze Gardiniego na pewno przystąpią do tych zawodów mocno zmęczeni. Ale taka jest cena walki na kilku frontach do końca o jak najwyższe laury. Ważna będzie umiejętność odnowy zawodników, odbudowy ich zdrowia, kondycji, odświeżenia głowy.

Ale pamiętajmy, że Zaksa nie jest kandydatem do medalu w tym finale. I to bez względu na to, czy przystąpi do niego świeża, pozytywnie naładowana czy nie. Po prostu polski zespół pod względem potencjału jest na słabszy niż reszta finalistów. Oczywiście w sporcie liczy się nie tylko wielkość budżetu czy gwiazd w klubie, ale także i duch drużyny. Na występy Kędzierzynian będę patrzył pod kątem tego, na jakim poziomie znajduje się zespół wówczas nowego-starego Mistrza Polski bądź już byłego mistrza w porównaniu do pozostałych ekip uczestniczących w Final Four 2018.

Dla mnie ważnym będzie przekonać się, jak daleko uciekła nam europejska czołówka. Czy też może nie uciekła i nadal jesteśmy bardzo blisko. To będzie zależało od tego, na jakim poziomie zostaną rozegrane przez Zaksę jej spotkania. Bo poza samym ostatecznym rezultatem, istotnym jest też, by się przekonać, jaką siatkówkę będzie w stanie polski przedstawiciel pokazać w starciu z tymi najmocniejszymi.

Na medal nie liczę, choć oczywiście nie możemy go wykluczać. Tym bardziej, jeśli rywale zaprezentowaliby się słabiej, niż zwykle. Ale realnie będzie o to trudno.

Pojawiają się w mediach doniesienia, jakoby Bartosz Bednorz miał zamienić niebawem Bełchatów na włoską Modenę. To byłby dla niego dobry krok?

Jeśli Bednorz chce zmienić środowisko, to obecnie Europa bardzo nam się przybliżyła. Nie tylko dlatego, że poziomem sportowym ligi jesteśmy coraz bliżej największych. W tym także Włoch, gdzie są najlepsze rozgrywki ligowe na Starym Kontynencie. Nawet jeśli to Kazań zdobędzie Ligę Mistrzów czy Klubowe Mistrzostwo Świata. W Rosji są jeden-dwa bardzo mocne zespoły. W Italii właściwie każda ekipa prezentuje wysoką klasę.

Jeśli którykolwiek zawodnik dostaję szansę gry w lidze włoskiej, to jest to znakomita okazja na sprawdzenie się w rozgrywkach bardzo wyrównanych, a zarazem stojących na dobrym poziomie. To wymagająca liga, bo nie obserwujemy tam wielkich różnic między drużynami. Dlatego też każde spotkanie wymaga pełnej koncentracji, walki do upadłego. Jeśli Bednorz faktycznie dostanie propozycję z Italii, to niech się tam sprawdzi i zobaczymy, co z tego będzie. Gdy uruchomi swoje rezerwy, to stanie się jeszcze lepszym siatkarzem, co będzie także z korzyścią dla reprezentacji Polski.

Rozmawiał: Dominik Senkowski