Po IV rundzie PGEE: cyborg Lindgren, ostry Zmarzlik, Przedpełski obrażony

  • Redakcja

W czwartej kolejce PGE Ekstraligi, mimo że wygrali faworyci, nie obyło się bez akcji wartych zapamiętania.

Już w piątkowy wieczór moc pokazała Fogo Unia Leszno, która bez większych problemów rozprawiła się z Ekantor.pl Falubazem Zielona Góra. Wśród przyjezdnych zawiedli przede wszystkim liderzy: Piotr Protasiewicz oraz Michael Jepsen Jensen. Leszczynianie (brawo Piotr Pawlicki!) wygrali różnicą aż 22 punktów, choć już w pierwszym biegu stracili Janusza Kołodzieja, który źle obliczył atak na Grzegorza Zengotę i na prostej przeciwległej do startu impetem upadł na tor:

W pierwszym niedzielnym spotkaniu również było gorąco. Wiadomo – Derby Pomorza, a więc starcie Get Well z MrGarden GKM-em Grudziądz. Obie ekipy chciały za wszelką cenę zatrzeć kiepskie wrażenie po swoim poprzednim meczu. Torunianie wyraźnie przegrali w Tarnowie, grudziądzanie zaś dostali prawdziwy łomot u siebie z Lesznem.

W derbach, po szybkim osiągnięciu sześciopunktowego prowadzenia przez gospodarzy Motoareny, licznik stanął w miejscu. Aż sześć kolejnych wyścigów, począwszy od 5. zakończyło się wynikiem 3 do 3. Kapitalnie w mecz wszedł rezerwowy Jack Holder (na zdjęciu poniżej). Młody Australijczyk w swoich trzech pierwszych startach – tak, jak wcześniej Rune Holta – nie znalazł godnego siebie przeciwnika. Dyspozycja młodszego z Holderów była dość zaskakująca.

Na pewno zaś zaskoczyła Pawła Przedpełskiego. 22-letni kapitan Get Well już po spotkaniu pękał z rozgoryczenia. Przed kamerami nSport + wypalił, że jego zdaniem decyzje menedżera Jacka Frątczaka o zmianach były „śmieszne”. Czy na pewno? Przedpełski na torze pojawił się tylko dwa razy. Za pierwszym został słusznie wykluczony za spowodowanie upadku Przemysława Pawlickiego. Za drugim, mimo że wyglądał na szybkiego, został nieświadomie przyblokowany przez (znowu wolnego) Nielsa K. Iversena. Bilans punktu z bonusem zdecydowanie uprawniał Frątczaka do zastąpienia Przedpełskiego Jackiem Holderem. Kapitan – co warte podkreślenia: mianowany przez Frątczaka – Get Well miał trochę pecha, ze względu na niekorzystny dla niego układ biegów. Ale czy to powód, żeby publicznie podważać decyzje swojego przełożonego? Sytuację ugasił sam menedżer… przepraszając Przedpełskiego.

„Po analizie doszedłem do wniosku, że jeszcze lepiej można było to rozegrać. Sport to wojna, więc muszą być ofiary. Padło na Pawła, który potem niepotrzebnie wychylił się przed kamerami, ale nie będę go za to rozliczał. Mnie ta jego postawa cieszy, bo przez niego przemawiała ambicja i taka sportowa złość. Mamy zespół siedmiu charakternych zawodników z mocnym rezerwowym, więc to naturalne, że tu będzie iskrzyć” – podkreślił Frątczak (sportowefakty.wp.pl).

Derbową „wojnę” 12. punktami wygrał Get Well.

W Gorzowie z kolei w ostatnim, 15. biegu meczu z Tarnowem zdecydowanie zbyt ostro pojechał miejscowy pupil, Bartosz Zmarzlik. Lider Cash Broker Stali staranował nie byle kogo, bo Duńczyka Nickiego Pedersena:

Rozumiem – ambicja, bezbrzeżna chęć wygrywania. Trzeba to jednak powiedzieć wprost: Zmarzlik pojechał po bandycku, więc tak, jak w poprzednich latach jeździł… Pedersen. Nie chodzi tu jednak o podkreślanie jakiegoś rewanżyzmu. Nie. W tym wszystkim zdziwienie budzi reakcja niektórych dziennikarzy, wedle których Zmarzlik tylko „odrobinę przesadził”. Słucham? Odrobinę?! Ciekawe tylko, czy gdyby tak „odrobinę” przegiął np. Adrian Miedziński, to spotkałby się z równie łagodnymi ocenami… Inni z kolei, dotąd wygadani, milczą jak zaklęci. Prawda, redaktorze Dariuszu Ostafiński?

Zostawmy już te personalne słowne wygibasy. Tym bardziej, że lepiej skupić się na żużlu w czystej postaci. Fredrik Lindgren. I wszystko jasne. Szwed w tym sezonie jest jak na razie jakimś cyborgiem. Na 21 wyścigów, w których brał udział, przegrał zaledwie dwa. Tylko Nicki Pedersen dwukrotnie okazał się od niego szybszy. W ubiegłą niedzielę na „Fredkę” nie znalazł sposobu nikt, nawet tacy goście, jak: Tai Woffinden, Maciej Janowski, czy Maksym Drabik. forBET Włókniarz z takim liderem w składzie pokonał faworyzowaną Betard Spartę 49:41.

Trudno już teraz wieszczyć cokolwiek, ale jeśli Lindgren utrzyma taką formę lub będzie jeździł na choćby podobnym poziomie, wówczas perspektywa zawieszenia przez niego na szyi złotego medalu imś okaże się całkiem realna.