Relacja z Granda Pro 6

  • Redakcja

Za nami już szósta edycja Grandy Pro. Wczoraj wieczorem widzowie w Hali Ursynów byli świadkami pasjonujących pojedynków i sędziowskich kontrowersji. Czy widzowie mogli wyjść usatysfakcjonowani? Tego dowiecie się po zapoznaniu się z relacją z wydarzenia.

Zanim nastąpiło wielkie otwarcie gali, organizatorzy sprezentowali nam dwie przed-walki. Karta wstępna zaoferowała nam między innymi pierwsze starcie Pań w historii Grandy. Przed nimi zawalczyli Adrian Wojtkowski wraz z Michałem Orynkiem w formule MMA w wadze 77 kg. Wygrał ten drugi przez poddanie w trzeciej rundzie. Założenie gilotyny Wojtkowskiemu przez Orynka było jedną z ładniejszych akcji na całej gali.

Debiutanckie starcie Pań było zarazem debiutem obu startujących na zawodowych ringach MMA. Aleksandra Rola pokonała nie bez problemów Aleksandrę Wypych. Już w drugiej rundzie tego pojedynku pojawiła się krew, ale Wypych dzielnie walczyła do samego końca. Lekarz ringowy już w drugim starciu miał ręce pełne roboty. Dodam, że nie ostatni raz podczas tego wieczoru. Po walce obydwie zawodniczki padły na deski z wycieńczenia. „Chciałam wcześniej skończyć ten pojedynek, ale Ola Wypych jest naprawdę niezłomną przeciwniczką i ciężko ją złamać” – przyznała zwyciężczyni po walce w rozmowie z nami. Te starcie należy oceniać pozytywnie, bo dzięki niemu możemy zobaczyć więcej kobiecych walk w przyszłości na Grandzie.

Galę otworzył pokaz dwóch Pań, które najprościej rzecz ujmując bawiły się ogniem. Efekty i gra świateł sprawiły, że sam performence robił wrażenie. Hala powoli zaczęła się wypełniać i przyszła pora na zaprezentowanie zawodników. Największą wrzawą nagrodzeni zostali naturalnie zawodnicy Legia Fight Club, które organizowało całe przedsięwzięcie. Na widowni można było zobaczyć przedstawiciela KSW, Wojsława Rysiewskiego, co na pewno mogło zadziałać mobilizująco na zawodników.

Pierwsza walka otwierająca kartę główną to starcie Patryka Małeckiego z Dawidem Nowakiem w formule K1. Panowie podczas walki mieli różne kryzysy, ale doping, który dali ludzie na hali spowodował, że zawodnicy znaleźli nowe pokłady sił, które pomogły im stoczyć pojedynek w pełnym wymiarze czasowym. Walkę wygrał jednogłośnie Patryk Małecki w stosunku głosów 30:28, 30:27, 30:26. „Chciałbym podziękować fanom. Zarówno moim jak i Dawida. Dzięki Wam mogliśmy dać z siebie wszystko. Dla takiej publiczności chce się walczyć” – powiedział w rozmowie z nami zwycięzca walki. Dawid Nowak też podziękował swoim fanom, ale nie przez media, tylko odwiedzając sektor, w którym się znajdowali.

Następnie czekało nas starcie również w formule K1 i również, jak w poprzedniej walce, w limicie wagowym 75 kg. Starcie Pawlaków było rewanżem za galę w Nowym Sączu, która odbyła się rok temu. Wtedy nad Kamilem górował Przemysław. Tym razem było na odwrót, co można było uznać za niespodziankę. Bukmacherzy przed pojedynkiem w roli faworyta stawiali zeszłorocznego zwycięzcę (kurs 1.50). Typowania typowaniami, a sport sportem: walkę w stosunk 3:0 wygrał Kamil Pawlak.

Po tym znów wróciliśmy do pojedynków MMA. Tym razem w walce koguciej Sylwester Miller pokonał Ibrahima Barkinoeva. Udusił rywala zza pleców już w pierwszej rundzie doprowadzając go do płaczu. „I dobrze mu tak. Nie lubię, jak ktoś mnie lekceważy” – tryumfował po walce Miller. Jest to jedyny zawodnik, który występował na wszystkich Grandach. Na pytanie, czy z każdą kolejną galą jest coraz lepiej odpowiedział bez wahania: „W kwestii organizacji to zawsze był top, ale z każdą galą wszystko jest robione na coraz większą skalę i widać tego efekty. Dziś hala się zapełniła”. To prawda, wczoraj wieczorem Grandę Pro 6 przyszło zobaczyć niespełna 2 tysiące ludzi.

Nadeszła pora na większe gabaryty. W walce K1 w limicie powyżej 91 kg. zmierzył się Michał Bławdziewicz z Gordonem Hauptem. Niestety trwało to wszystko krótko i nie dzięki efektownemu nokautowi, a przez kontuzję pleców Haupta. Decyzją sędziów pojedynek jest bez rozstrzygnięcia. Pech chciał, że nie było to ostatnie takie wydarzenie tego wieczoru.

Kolejne starcie trwało już w pełnym wymiarze czasowym. Mateusz Łazowski wziął rewanż za zeszłoroczną galę FEN 17 w Baltic Storm i pokonał Kryspina Kalskiego przed własną publicznością 3:0 (30:27, 30:26, 30:27).Obaj Panowie cechują się charakternością i można ją było zobaczyć w tym starciu.

Przedostatnia walka na gali, a ostatnia w formule MMA, była zdecydowanie najciekawszym pojedynkiem. Grzegorz Sanecki przed tą walką miał rekord 5-1, a jego wszystkie walki kończyły się nokautami. Naprzeciw niego stanął Michał Golański. Reprezentant Wrocławia jest znany przede wszystkim z wytrzymałości i wszystko to się złożyło na 3 rundy niesamowitych emocji. Gdyby pojedynek potrwał może trochę dłużej to Sanecki bez wątpienia mógłby dopisać do swojego rekordu kolejny nokaut. Michał Golański chwiał się na nogach, niczym teść w swoje imieniny, ale i tak zdołał przetrzymać napór reprezentanta LFC i wygrać jednogłośnie walkę na punkty.

Walka wieczoru okazała się wielkim rozczarowaniem. Arkadiusz Wrzosek wyszedł niesamowicie naładowany na mistrza Mołdawii, Pavla Voronina. Zawodnicy nie zdołali się nawet spocić, bo przy jednym z pierwszych ataków Mołdawianin odniósł kontuzję barku i lekarz był zmuszony przerwać pojedynek, uznając go za nierozstrzygnięty. „Na pewno będziemy się odwoływać od tej decyzji” – zapewniał po walce Wrzosek. Decyzja sędziów była mocno kontrowersyjna i ludzie na hali, którzy przyszli zobaczyć kolejny tryumf Wrzoska mogli obejść się smakiem.

Sama gala była dobrze zorganizowana. Jeśli którykolwiek z widzów mógł się pogubić, to można było zobaczyć hostessy, bądź stewardów, którzy służyli pomocą. Dobrze było widzieć znane osobistości, takie jak „Jurasy” (Jurek Wroński i Łukasz Jurkowski) czy Miro Radovica, bo swoją obecnością podnoszą rangę tego sportowego wydarzenia, które z każdą galą wygląda coraz okazalej.

 

Dominik Bożek