„Nie czuję, żeby nastał czas, abym powiedział, że za rok kończę granie” – wywiad z Marcinem Robakiem

  • Redakcja

Z Marcinem Robakiem spotkałem się po treningu piłkarzy Śląska w siedzibie klubu na ulicy Oporowskiej. Sprawdźcie co dwukrotny król strzelców Ekstraklasy miał do powiedzenia m.in. na temat konkurencji i swojej przyszłości.

Dąbrowski, Bartoszek i Robak – wiesz co łączy te nazwiska? Podpowiem, że jest to jedno, a w zasadzie dwa zdarzenia sprzed roku.

Szczerze, to nie wiem. To naprowadzenie też nic mi nie pomogło.

Bartoszek – najlepszy trener Ekstraklasy, Dąbrowski – najlepszy obrońca, Robak – najlepszy napastnik. Wszyscy zostaliście wyróżnieni za wkład jaki wnieśliście do swoich drużyn w zeszłym sezonie i wszyscy zostaliście niedocenieni przez swoich pracodawców. Chowasz urazę do Nenada Bjelicy za to jak Cię potraktował?

Bez komentarza. Ja już ten etap zamknąłem. Natomiast, dla każdego z wymienionych osób zeszły sezon był bardzo udany. Nie pokryło się to z wyborami prezesów. Maciek Dąbrowski chciał więcej grać, więc naturalnym wyjściem dla niego był powrót do Zagłębia – do środowiska, które dobrze zna i które go ceni. Widać po nim, że dobrze mu zrobiła ta zmiana, bo od powrotu „na stare śmieci” jest podporą defensywy Zagłębia.

Może nie w wywiadach, ale na boisku lubisz ukąsić swoje byłe drużyny.

Po odejściu z Pogoni do Poznania strzelam im regularnie bramki, a w czasach, kiedy grałem dla Portowców często strzelałem Kolejorzowi. Tak jak wtedy, gdy strzeliłem im pięć bramek w jednym meczu. Zresztą, teraz w barwach Śląska też strzelam tym drużynom gole. To cieszy, bo udowadniam, że wciąż mam „to coś”. Przy okazji przypominam się kibicom, którzy niegdyś cieszyli się z moich goli.

We wcześniejszych wywiadach mówiłeś, że jest kilka miast, z którymi mógłbyś się związać po zakończeniu kariery. Wrocław, Legnica, a może Łódź?

Jestem z Legnicy. Tam stawiałem pierwsze kroki i jestem emocjonalnie związany z tym miastem. Dobrze wspominam pobyt w Widzewie i wiem, że tamtejsi kibice cenią to, co dałem ich klubowi. Teraz moim domem jest Wrocław.

Kończąc temat byłych klubów – przynajmniej polskich. Który z nich wspominasz najlepiej?

Na moje szczęście w każdym klubie zostawiłem sporo dobrego. W Widzewie dwukrotnie byliśmy mistrzami pierwszej ligi, w Koronie debiutowałem w ekstraklasie i zdobywałem pierwsze bramki, w Piaście zdobyłem dwa – historyczne dla tego klubu – gole w Lidze Europy, byłem królem strzelców w barwach Pogoni i Lecha. W każdym zespole czułem się dobrze, każdy klub wspominam z dużym sentymentem.

Późno zacząłeś grać w najwyższej polskiej klasie rozgrywkowej. Byłeś w takim wieku, jak teraz Krzysztof Piątek, który ma na koncie już 33 bramki. Nie żałujesz, że tak późno wystrzeliłeś?

Kiedyś młodzi nie mieli takich szans na debiut w Ekstraklasie, jak teraz. Też zacząłem późno dorastać, za długo byłem małym chłopcem. Dopiero w wieku 20 lat zacząłem grać na poziomie trzecioligowym. Wszystko robiłem krok po kroku. W wieku 23 lat byłem dwukrotnie na testach w Koronie Kielce. Tam docenił mnie trener Wieczorek i mogłem w końcu posmakować Ekstraklasy.

Muszę Cię zapytać o Twój pobyt w Turcji. Byłeś tam nieco ponad dwa lata. Wyjeżdżając stamtąd miałeś jeszcze ważny kontrakt. Żałujesz tej decyzji?

Najbardziej żałuję, że odszedłem z Konyasporu do Mersin. Tam działo się coś dziwnego, bo trener – mimo serii porażek – wolał mnie trzymać na trybunach, niż wpuścić chociaż na te parę minut. Zagrałem tylko w dwóch meczach pucharowych. Wydaje mi się, że jeśli trener ściąga zawodnika, to powinien dawać mu więcej szans, a mnie nie brano nawet do kadry meczowej.

Po półrocznej przerwie od grania przyszedł czas na powrót do Polski.

Klub z Turcji miał zaległości w wypłatach dla zawodników, więc skorzystałem z okazji i rozwiązałem kontrakt z winy klubu.

Później nie miałeś już ofert z zagranicy?

Miałem poważną ofertę z Chin. Byłem o krok od przeprowadzki na daleki Wschód, ale to temat który już dawno mam za sobą.

Do setnej bramki w Ekstraklasie brakuje Ci trzech bramek (wywiad był przeprowadzony przed 31. kolejką przyp. red.). Uda Ci się to osiągnąć w tym półroczu?

Zobaczymy, wszystko jest na dobrej drodze. Mamy teraz siedem spotkań i będzie sporo okazji, aby osiągnąć ten cel. Wiem, że jestem w stanie zdobyć nie tylko te trzy bramki, ale i jeszcze więcej. Przede wszystkim chcę, aby moje trafienia pomogły Śląskowi zająć lepsze miejsce w tabeli.

Zawsze podkreślałeś, że póki będziesz miał zdrowie, to będziesz chciał grać. Teraz miałeś przerwę spowodowaną kontuzją. Czujesz, że powoli się zbliża twój czas?

Mój czas na zakończenie kariery na pewno przyjdzie i jest bliżej, niż dalej. Nie uniknę tego, ale teraz skupiam się na tym co jest przede mną. Najbliższy mecz i najbliższy trening – tym zajmuje swoją głowę. Nie czuję, żeby nastał czas, abym powiedział, że za rok kończę granie. Czuję się dobrze i dążę do zrealizowania swoich celów.

Kto jest najlepszym obrońcą i najlepszym bramkarzem przeciwko którym grałeś?

Matus Putnocky, z którym miałem przyjemność grać w Lechu Poznań, to na pewno jeden z najlepszych bramkarzy występujący w naszej lidze. Fajny chłopak i przede wszystkim bardzo dobry golkiper. Jeżeli chodzi o obrońcę, to jest nim zdecydowanie Arkadiusz Głowacki. Jest silny w pojedynkach fizycznych o górne piłki. Jak się z nim zderzysz to na pewno to odczujesz. Bardzo dobry defensor i nie bez powodu gra tyle lat na takim poziomie.

Który z obecnie grających napastników w Ekstraklasie robi na Tobie wrażenie?

Na pewno ta dwójka, która jest w „czubie” klasyfikacji strzelców – Carllitos i Angulo. Widać, że mają smykałkę do strzelania goli, jednak to, że grają dopiero pierwszy sezon w Ekstraklasie działa na ich korzyść.

Obrońcy jeszcze tak dobrze ich nie znają?

Dokładnie. Obrońcy po jakimś czasie wiedzą na co stać danego napastnika, jak zachowuje się w polu karnym i z jakiej nogi strzela w danej sytuacji. To sprawia, że napastnikowi jest z sezonu na sezon trudniej.

Rozmawiał:

Dominik Bożek