Rafal Nadal – człowiek stworzony z cegły

  • Redakcja

Wszystko wskazuje na to, że na Rafaela Nadala znów nie będzie mocnych na kortach ziemnych. Hiszpan z łatwością triumfował wczoraj w Monte Carlo i jest zdecydowanym faworytem tegorocznej edycji turnieju wielkoszlemowego French Open.

Kto miałby zagrozić w najbliższych tygodniach Nadalowi na ziemi? Roger Federer niedawno ogłosił, że tak jak w zeszłym roku, opuści cały sezon gry na kortach ceglanych. Reszta dawnej „wielkiej czwórki” jest rozbita: Andy Murray błąka się po trzeciej dziesiątce rankingu, Novak Djoković powoli wraca do formy, z naciskiem na słowo „powoli”. Ostatnio z resztą Serb pozbył się dwóch współpracujących z nim trenerów – Andre Agassiego i Radka Stepanka.

Skoro nie starzy mistrzowie, to może młodzi wilcy? A gdzie tam. Po drodze do triumfu w Monte Carlo Hiszpan z łatwością poradził sobie m.in. z Dominikiem Thiemem, Grigorem Dimitrovem i Kei Nishikorim. Ten ostatni wyeliminował zaś w półfinale Alexandra Zvereva. Niemiec wciąż uchodzi bardziej za wielką nadzieję męskiego tenisa, niż za autentyczną już gwiazdę. Przypomina mi się tu fragment wywiadu Karola Stopy udzielonego niedawno Infosport.pl. Komentator Eurosportu zapytany o to, kto jego zdaniem z całej tej nowej generacji może w przyszłości zostać numerem jeden, odpowiedział:

Największe szanse dostrzegam dla tych bardzo młodych. Dla tych z grupy, przykładowo, Stefanosa Tsitsipasa. To niekoniecznie musi być Grek, ale chciałbym określić punkt. Wydaje mi się, że ten pierwszy rzut przedstawicieli nowego pokolenia, właśnie wspomniany przez Pana Corić, Thiem czy Zverev, nie odegra jeszcze aż takiej roli. Zverev jest w ogóle dla mnie największym rozczarowaniem w całym tym towarzystwie. Wszyscy go klepią po plecach i opowiadają, jakim to on będzie za chwile wielkim mistrzem, a ja patrzę i widzę niestety wokół Niemca same złe rzeczy. Coś podobnie negatywnego, choć z innych powodów, dzieje się też z Australijczykiem Nickiem Kyrgiosem. Obaj panowie to potencjalnie rzeczywiście nowi gracze numer jeden, ale tak naprawdę to myślę, że oni tymi „jedynkami” nie zostaną. Albo wskoczą na tron dopiero za parę lat, jak trochę zmądrzeją, jak pozmieniają się różne priorytety w ich głowach.

Wszystkie Dimitrovy czy Thiemy na kortach twardych są w stanie postawić się Nadalowi. Ale na ziemi nie mają wciąż argumentów. Niewykluczone, że tak już pozostanie, aż do momentu, gdy Hiszpan nie zawiesi butów na kołku. Jeśli Nadal miałby z kimś przegrać Roland Garros 2018, to najprawdopodobniej jedynie z sobą samym. Taką tezę można zaryzykować już dziś, 23 kwietnia. Mimo, że do rozpoczęcia French Open pozostał jeszcze ponad miesiąc (impreza trwa od 27 maja do 10 czerwca). Pamiętamy, jak kontuzja zmusiła Rafę do poddania meczu z Marinem Ciliciem w styczniu na Australian Open. Hiszpan taki już jest, że nie odpuszcza. Katuje swój organizm niemiłosierni i ten coraz częściej się buntuje. Jeśli jednak obędzie się bez urazów, to śmiało można postawić już dziś spore pieniądze na triumf Rafaela Nadala na najbliższym Roland Garros (kurs na jego końcowe zwycięstwo w forBET: 1.55).

W 2009 roku zawodnika z Majorki sensacyjnie z turnieju w Paryżu wyrzucił Robin Soderling, prowadzony wówczas przez byłego świetnego szwedzkiego gracza Magnusa Normana. Ten sam Norman doprowadził zaś rok temu Stana Wawrinkę do finału w stolicy Francji. Ale obecnie Szwed nie trenuje już żadnego tenisisty, tylko zawodniczkę – Arynę Sabalenkę. Zatem odpadło Rafie zagrożenie także i z tej strony.

31-Hiszpan wygrał już 10 razy French Open. 11-sty raz zwyciężył wczoraj w Monte Carlo. Wczorajsza wygrana była dla niego też 31. sukcesem w turnieju rangi Masters 1000. Dzięki temu został samodzielnym rekordzistą w liczbie tytułów zdobytych w tej serii. Należy doceniać jego niesamowite wyczyny, gdyż najprawdopodobniej długo nie pojawi się nikt, kto na kortach ziemnych będzie w stanie zbliżyć się do rekordów wyśrubowanych przez Nadala. Dzięki nim stał się legendą jeszcze w trakcie prowadzenia profesjonalnej tenisowej kariery.

Dominik Senkowski