Wysoka żużlowa gorączka. A temperatura jeszcze wzrośnie

  • Redakcja

Wczoraj finał Złotego Kasku, dzisiaj komercyjne Best Pairs, od soboty emocje w PGE Ekstralidze. W „czarnym sporcie” dzieje się naprawdę wiele. A będzie jeszcze więcej.

Zawody o „golden helmet” nie są już tak prestiżowe, jak dawniej. W PRL-u jego blask przysłaniał w pewnym okresie nawet imprezę o indywidualne mistrzostwo kraju. Najczęściej w historii po Złoty Kask sięgał jednak, i nie ma tu zdziwienia, Tomasz Gollob. Bydgoszczanin triumfował aż siedmiokrotnie, pierwszy raz w 1992 roku.

„Inicjatywa rywalizacji wytypowanych przez GKŻ najlepszych polskich zawodników cieszyła się, przynajmniej w pierwszych kilkunastu sezonach, sporym prestiżem także wśród żużlowców. Dobrym pomysłem był przepis, że zdobywca głównego trofeum otrzymywał kask pomalowany na złoty kolor, w którym mógł startować przez cały następny rok we wszystkich zawodach rangi krajowej. To nobilitowało. Dla zapewnienia prestiżu starano się też, aby wyniki turniejów były podstawą do ustalania składu reprezentacji Polski na imprezy rangi mistrzostw świata”- Robert Noga, Żużel w PRL-u. Sport żużlowy w latach 1948-1989, Toruń 2016, s. 196.

Od kilku lat turniej o Złoty Kask jest pierwszą przepustką-krajową eliminacją do Grand Prix. W walce o przyszłoroczny cykl, wyłaniający najlepszego żużlowca świata, staną: Jarosław Hampel (triumfator ZK 2018), Bartosz Zmarzlik, Janusz Kołodziej, Bartosz Smektała oraz Maciej Janowski.

Co ciekawe, w eliminacjach do ZK odpadło kilku jeźdźców, którzy mają potencjał, by w przyszłości zadebiutować w SGP jako pełnoprawni uczestnicy. Chodzi tu np. o Adriana Miedzińskiego, Krystiana Pieszczka, Pawła Przedpełskiego, czy Kacpra Worynę (w finale był tylko rezerwowym).

W sobotę zaś na wyjątkowo długim torze w Rzeszowie odbędzie się z kolei drugi turniej komercyjnego mini-cyklu Speedway Best Pairs. Według forBET faworytem jest ekipa Fogo Power, której zwycięstwo szacuje się na 2.05. To impreza dla miłośników dobrego żużla. Dobrego, bo takaż jest właśnie obsada. Jej minusem jest zaś to, że to zawody o „pietruszkę”. O pieniądze, pochodzące z kiesy sponsorów, chcących się pokazać wielotysięcznej publiczności sprzed ekranów telewizorów. Wyselekcjonowani żużlowcy mogą, będąc cały czas na progu sezonu, testować swój często nowo zakupiony sprzęt.

Nie wszyscy, rzecz jasna. Taki np. Kai Huckenbeck narzekał, że nie dostał od menedżera Roberta Kempińskiego szansy na „rozbrykanie się” w trakcie ostatniego spotkania swojego GKM-u. Miedziński z forBET Włókniarza zarzeka się, że jedyne, czego mu brakuje to „większego luzu” na motocyklu. Ale ma być z tym, wraz z kolejnymi jazdami, lepiej. Podobnie, jak w przypadku zawodzącego w barwach Get Well, Duńczyka Nielsa K. Iversena, który według jego klubowego opiekuna Jacka Frątczaka „potrzebuje więcej wyczucia sprzętu”. Zawodnicy w większości nadal czegoś szukają do osiągnięcia optymalnej formy. Czasem te poszukiwania potrafią trwać lwią część sezonu…

W trzeciej rundzie PGE Ekstraligi nie zabraknie świetnie zapowiadających się meczów. Na wąskim grudziądzkim obiekcie zjawi się faworyt ligi Fogo Unia Leszno, ale wcale nie jest pewne, że mistrzowie Polski wygrają z ekipą GKM-u. Tym bardziej, że ostatnio mieli problemy u siebie z pokiereszowaną kontuzjami Cash Broker Stalą. Gorzowianie pojadą na Stadionie Olimpijskim z Betardem Spartą, co jest uznawane za szlagier kolejki. Osiągnięcie dobrego wyniku we Wrocławiu będzie o tyle trudne, że do kontuzjowanego Martina Vaculika dołączył najlepszy gorzowski junior Rafał Karczmarz.

Aktualnego lidera tabeli forBET Włókniarza czeka piekielnie trudny pojedynek w Zielonej Górze. Wyścigi z udziałem Patryka Dudka i Fredrika Lindgrena, czy Piotra Protasiewicza i Leonem Madsena z pewnością będą ozdobą tego meczu. W ostatnim zaś Get Well wystąpi na Mościcach z Grupą Azoty Unią Tarnów. Torunianie muszą ten wygrać, jeśli chcą być traktowani jako poważni kandydaci do medalu w tym sezonie.

Rok żużlowy dopiero się rozkręca. A trzeba wiedzieć, że od następnego miesiąca jazd i tym samym kibicowskiej ekscytacji będzie jeszcze więcej. 8. maja ruszy bowiem szwedzka Elitserien, zaś cztery dni później na PGE Stadionie Narodowym w Warszawie wystartuje Grand Prix. W obecności kompletu 50 tys. fanów „czarnego sportu”.