„Wbrew pozorom mecze wygrane po 6:0 są trudne, bo ciężko jest utrzymać koncentrację” – wywiad z Igą Świątek – polską nadzieją tenisa

  • Redakcja

Z Igą Świątek spotkałem się na parę dni przed jej wylotem do USA, gdzie spędzi 5 tygodni, występując w co najmniej trzech turniejach. 16-latka nie traci czasu: w przerwie między zajęciami w liceum, trenuje w pocie czoła, żeby dobrze przygotować się do najbliższych zmagań. M.in. o tym i o udanym powrocie po kontuzji (zwycięstwo w turnieju singlowym ITF Pro Circuit w Egipcie) porozmawiałem po jej treningu.

Śledziłaś ostatnio Indian Wells?

Właściwie sprawdziłam tylko drabinkę i obiecałam sobie, że obejrzę kilka meczów, ale niestety nie miałam czasu.

Pewnie fakt, że Muguruza odpadła po pierwszym spotkaniu nie przyciągnął Cię przed telewizor.

To nie tak. Miałam teraz taką „masakrę” w szkole, że poza treningami i obowiązkami związanymi z edukacją, nie miałam na nic czasu. Sprawdziłam tylko kto grał w pierwszych meczach i odpuściłam dalsze śledzenie turniejowych zmagań. Szczególnie, że wg. polskiego czasu, mecze odbywały się za późno, jak dla mnie. Wolałam przez te dwa tygodnie skoncentrować się na szkole.

Rozumiem. Czyli to nie było uwarunkowane w myśl zasady: „jak pracujesz w McDonaldzie, to nie masz ochoty na hamburgera”? Ilość treningów, wyjazdów i różnych okołotenisowych spotkań, jak np. te, mogą doprowadzić do tego, że w wolnej chwili nie koniecznie chciałabyś obejrzeć mecz tenisa.

Trochę tak jest, że jak dawno nie byłam na wielkoszlemowym turnieju, gdzie mijam się z tymi tenisistkami, to nie czuję tej atmosfery. Teraz, gdy wyjadę to na pewno sobie przypomnę jak to jest. Znów poczuję te emocje. A tak, jak patrzę w telewizję to nie do końca to czuję.

W jednym z wywiadów wspominałaś o swoim pierwszym wielkim szlemie, który wygrała wówczas Muguruza. Wywarła wtedy na Tobie ogromne wrażenie.

Poza sportową klasą, jaką prezentuje, świetnie odnajduje się również w mediach. Uważam, że medialnie nadaje się „numer 1”.

Kończąc już temat Indian Wells: wiesz, która z tenisistek go wygrała?

To akurat wiem (śmiech)

Wiesz kto był jeszcze w finale?

Mhm.

A wiesz, z którego rocznika są finalistki – Osaka i Kasatkina?

97’?

Tak jest. Na rozmowach o pracę, których mam nadzieje nie będziesz nigdy odbywać, rekruter zadaje pytanie „gdzie widzisz się za x lat”. Osaka I Kasatkina są od Ciebie starsze o 4 lata, więc moje pytanie brzmi: „gdzie widzisz się za cztery lata”?

Szczerze mówiąc to nie wiem. Na pewno po wyjeździe do Stanów będę wiedzieć więcej. Właściwie to ja teraz gram same „piętnastki”. Nie wiem jak to będzie wyglądać na „dwudziestkach-piątkach”, „sześćdziesiątkach”. Czy ten poziom będzie o wiele wyższy, czy podobny i na razie naprawdę nie umiem tego ocenić.

W obecnych czasach bardzo modny jest hejt, szczególnie u młodych ludzi. Powiedz, czy odczułaś jakąś zawiść ze strony rówieśników?

Zdarzały się osoby, u których czułam zazdrość. Czasem umniejszały moje osiągnięcia, ale nigdy się tym nie przejmowałam. Często, bardziej niż osiągnięć, zazdrościli mi wyjazdów. Tak naprawdę to takie zdarzenia wzmacniały mój charakter. Jednakże z reguły w moim otoczeniu miałam przewagę osób z pozytywnym nastawieniem do tego, co robię

A czytasz np. komentarze pod swoimi wywiadami?

Nie, nie czuję takiej potrzeby.

Wspominałaś o wyjazdach. Ostatnio byłaś w akademii Rafaela Nadala.

Mieliśmy pecha, bo tam podobno pada dwa razy w roku, a kiedy tam byłyśmy to padało przez cztery dni! To trochę zepsuło nam wyjazd, ale obiekt jest tam tak świetny, że mogłyśmy korzystać z siłowni i basenu. Może było za mało kortów na hali lub pod balonem, ale podobno nad tym pracują, więc niedługo pewnie będzie tam lepiej w tym aspekcie. Generalnie oceniam ten wyjazd na plus, bo zrobiłyśmy tam świetną robotę i w końcu wróciłam do tej pracy sprzed kontuzji.

Rafa się nie pokazywał?

Miał akurat wtedy w wakacje, więc niestety nie. Ale za to poznałam jego wujka.

Jak się czujesz po kontuzji stawu skokowego? Pół roku bez rywalizacji na korcie musiało być frustrujące.

Już nie czuję nic, żadnego dyskomfortu. Ruszam się tak jak przed kontuzją. Miałam mały incydent ostatnio w Egipcie na turnieju, gdzie mi spuchła kostka na tyle, że nie mogłam założyć stabilizatora. Moja partnerka deblowa zadecydowała, że będziemy skreczować mecz. Na szczęście po kilku godzinach po spuchliźnie nie było śladu. Następnego dnia grałam singla.

W głowie pewnie pojawiły Ci się czarne myśli.

Trochę to było przerażające, ale szybko minęło.

Teraz masz siedemset-któreś miejsce…

689. miejsce. Wczoraj się zmieniło.

No tak, dobrze Ci poszło w Egipcie, więc musiałaś pójść do góry.

Do Rolanda mam nadzieje dobić do pierwszej 400. WTA.

Wszystko robisz krok po kroku.

Tak, nie mam już rankingu juniorskiego. Chyba jestem 80. – to słabe miejsce w tym rankingu.  Mamy nadzieje dostać się do turnieju głównego przez ranking WTA, a tam trzeba być w pierwszej 400.

Twój Tata był olimpijczykiem. Startował w Olimpiadzie w Seulu w ekipie wioślarskiej. Rozumiem, że od zawsze byłaś wychowana w duchu sportowej rywalizacji.

Tak jest. Tata kocha sport, tylko zawsze chciał uprawiać indywidualny, dlatego „popchnął” mnie i siostrę bardziej w tenis. Siostra próbowała jeszcze swoich sił w pływaniu. Tata zawsze miał sentyment do sportu, tylko niekoniecznie do wioślarstwa. Śmiało można powiedzieć, że pojawienie się tenisa w moim życiu to jego zasługa.

Powiedz, jak to robisz, że tak często trenujesz i na koniec gimnazjum masz średnią ponad 5 i 100% z testu gimnazjalnego z matematyki i angielskiego?

Do matematyki zawsze miałam dryg. Startowałam nawet w różnych ogólnopolskich konkursach z tego przedmiotu. W jednym z nich zajęłam nawet miejsce w okolicach czterdziestego w całej Polsce. Póki ćwiczyłam matematykę, to naprawdę byłam w tym dobra, ale później przestałam ćwiczyć, bo byłam trochę za głupia i nie zdawałam sobie sprawy, że jak przestanę to mogę już do tego nigdy nie wrócić. Trochę mi przez to uleciały zdolności w tej dziedzinie nauki.

Czyli jesteś bardziej ścisłym umysłem?

Mam łatwość do ścisłych przedmiotów. Do tych humanistycznych muszę się bardziej przyłożyć. Aczkolwiek historię na testach gimnazjalnych napisałam na 91%, a polski na 88%. Tylko, że o wiele więcej czasu musiałam poświęcić na te przedmioty, niż na moje 100% z matematyki.

Można powiedzieć, że nie brzydzisz się książek. Lubisz czytać?

Tak. Kiedy miałam kontuzję, zaczytywałam się w dziełach Jane Austen. Miałam „fazę” nie tylko na jej książki, ale i adaptacje filmowe jej powieści. Teraz wzięłam się za książki o średniowieczu. Ostatnio przeczytałam „Katedrę w Barcelonie”, a obecnie czytam jej kontynuację, która wyszła rok temu.

Muzyki też lubisz posłuchać.

Tak, teraz mam zajawkę na stare rzeczy. Koleżanka z pokoju na ostatnim turnieju zaraziła mnie soundtrackiem do „Pulp Fiction”.

O! Świetna rzecz. Film też jest genialny.

Akurat film jest nie na moją głowę (śmiech)

Nie wiem czy zauważyłaś, ale specjalnie przez cały czas rozmowy nie używałem nazwiska Radwańska.

(śmiech) Nie, to nie tak. To mi nie przeszkadza. Tylko jak każdy zaczyna wywiad od pytania o nią…

Wiesz, to jest najłatwiejsze skojarzenie, bo młoda obiecująca Polka, która gra w tenisa, to od razu ciśnie się na tytuł „nowa Radwańska”. A przecież Ty masz zupełnie inny styl. Wspominałem Muguruzie, ale wiem, że lubisz czerpać z każdej tenisistki coś innego.

Jeżeli chodzi o Muguruzę to najbardziej mi się podoba jej postawa w mediach. Ona jest po prostu miła. Faktycznie lubię się inspirować innymi tenisistkami. Np. Serena Williams ma najbardziej efektywny styl.

A z mężczyzn?

Rafa. Ale nie potrafiłabym grać tak jak on – tak cierpliwie. Po prostu Rafa jest Rafą (śmiech)

Obserwując grę Nadala czy Federera można dojść do wniosku, że im gorzej się wiedzie w meczu, tym paradoksalnie lepiej zaczynają grać. Też tak masz, że im lepszy przeciwnik tym lepiej grasz?

Tak. To tak działa, że kiedy człowiek jest pod presją, to zaczyna szukać rozwiązań. Wbrew pozorom mecze wygrane po 6:0 są trudne, bo ciężko jest utrzymać koncentrację. Człowiek po prostu się rozluźnia, gdy przeciwniczka jest słabsza.

No tak, pewnie myślisz co sobie zjesz na obiad.

Dokładnie, dla mnie jest lepiej grać takie mecze po 6:4, 7:5. I to jest normalne. Każdy tak ma.

Jesteś w sekcji tenisa w Legia Warszawa. Nie raz można Cię było zobaczyć w towarzystwie Bogusława Leśnodorskiego – byłego prezesa Legii, kiedy odwiedzał Cię na treningach. Kibicujesz Wojskowym?

Jeżeli chodzi o Pana Leśnodorskiego, to ja trenuję z jego córką, więc siłą rzeczy pojawia się na naszych treningach. Na mecz czasem się udam, ale to nie dlatego, że interesuję się tym co dzieje się na boisku. Najbardziej urzeka mnie atmosfera na trybunach. Bardzo mi się podoba organizacja kibiców i sposób w jaki stadion się jednoczy. To mnie bardziej fascynuje, niż sama gra.

Czy wobec tego chciałabyś grać swój mecz przy takim dopingu?

Nie. Bardzo mi się podoba cisza w na korcie. Tenis wtedy się staje bardziej elegancki. Teraz powoli są wprowadzane zmiany, że np. pomiędzy akcjami na stadionach ludzie będą mogli sobie chodzić i to mi się już nie podoba. Tenis jest tak tradycyjną i tak niewiele się zmieniało przez te wszystkie lata, że warto byłoby utrzymać ten stan.

Prawda. Fajna jest tradycja na Wimbledonie odnośnie białego stroju.

Moja koleżanka miała kiedyś spraną białą koszulkę i sędziowie jej na to zwrócili uwagę, że strój nie jest tak do końca biały.

A propos, gdzie Ci się lepiej gra: na trawie czy na „mączce”?

Na „mączce”. Na trawie nie mam jeszcze takiego doświadczenia. Zresztą ta nawierzchnia, kiedy jest już wyeksploatowana po turnieju, ma fragmenty gdzie jest sama ziemia. I gdy robisz wślizg na trawie, to jest ok, ale jak po drodze pojawi Ci się taki skrawek ziemi, to noga się zatrzymuje. Nie można tak podczas meczu cały czas patrzeć pod nogi.

Pewnie powstają też ograniczania w głowie, w których zaczynasz analizować, czy warto zrobić ten wślizg, czy nie.

Tak, ale to też jest kwestia doświadczenia gry na takiej nawierzchni. Trzeba pograć kilka lat na trawie.

Wszystko można wyćwiczyć. Dzięki, że w natłoku obowiązków znalazłaś czas na rozmowę. W imieniu redakcji infosport.pl życzę Ci powodzenia w wyjeździe do Stanów. Trzymamy kciuki.

Dziękuję.

 

Rozmawiał: Dominik Bożek