Wytrwały, wytrwalszy, del Potro. Tenisista o niezwykłym harcie ducha

  • Redakcja

W ostatni weekend w finale turnieju w Indians Wells Juan Martin del Potro pokonał Rogera Federera 6:4, 6:7(8), 7:6(2). Argentyńczyk przerwał tym samym passę Szwajcara, który w tym roku nie zaznał jeszcze porażki. Jeśli ktoś miał zatrzymać Federera, to dobrze, że uczynił to del Potro. Żaden bowiem inny zawodnik nie zasłużył na to bardziej.

Przed finałowym pojedynkiem kalifornijskiego turnieju szwajcarski dominator wykręcił serię 17. wygranych z rzędu od początku tego sezonu. Tak udanego otwarcia rozgrywek 36-latek z Bazylei nie miał nigdy w karierze. Tym większy podziw należy się jego pogromcy pochodzącemu z argentyńskiego Tandil. Dla „Delpo” był to dopiero pierwszy tytuł w turnieju rangi Masters 1000. Niebywałe, nie mówimy bowiem o jakimś anonimie, tylko o uznanym graczu, który we wrześniu skończy 30 lat.

Jednak gdy się zagłębimy w karierę Argentyńczyk, to zrozumiemy dlaczego, pomimo wielkiego talentu, nie osiągnął dotychczas tyle, ile mógłby. Jasne, zwycięstwo w US Open 2009 (w decydującym meczu pokonał Federera!), brązowy medal na igrzyskach w Londynie 2012, srebrny na tej samej imprezie w Rio cztery lata później oraz triumf z drużyną w Pucharze Davisa 2016 to cenne wyniki. Jednakże, z wyłączeniem sukcesu na Flushing Meadows, należą w tenisie do drugiej kategorii ważności.

Tych kluczowych wiktorii byłoby więcej gdyby nie zdrowie del Potro. Gdy w wieku 21 lat, debiutując na takim poziomie, wygrywał amerykański turniej zaliczany do Wielkiego Szlema, wydawało się, że tenisowy świat stoi przed nim otworem. Tamten rok 2009 zakończył na piątym miejscu w rankingu ATP. Idealnym by zaatakować pierwszą pozycję. Ale los mu na to nie pozwolił. Wszystkiemu winne nadgarstki, które nie chciały z „Delpo” współpracować. A to na tyle ważna część ciała u tenisisty, że bez niej na korty nie ma co wychodzić. W maju 2010 przeszedł pierwszą operację, kończąc tamten sezon w trzeciej setce światowego zestawienia. W 2011 zaczął znowu startować, powoli piąć w rozgrywkach. Wskoczył nawet na piąte miejsce w rankingu.

Jednak dobry moment nie trwał długo – w marcu 2014 Argentyńczyk ponownie musiał się poddać operacji nadgarstka. Zjechał do czwartej setki, wrócił, by na początku 2015… znów znaleźć się na stole operacyjnym. Znów nadgarstek. Ostatecznie po długiej rehabilitacji powrócił na korty wiosną 2016. Karierę zaczynał praktycznie od początku. Był tak nisko w zestawieniu ATP, że musiał liczyć tylko na dzikie karty od organizatorów poważniejszych imprez tenisowych. Dostawał je i spłacał sukcesywnie przyznany mu kredyt zaufania. Do tego stopnia, że zdołał zakwalifikować się do turnieju olimpijskiego w Rio de Janeiro, gdzie wywalczył sensacyjny srebrny medal (w pierwszej rundzie pokonał Novaka Djokovicia, później Rafaela Nadala, a w finale przegrał z Andy’m Murray’em).

Mamy 2018 rok, del Potro po wygranej w Indians Wells ponownie wrócił do pierwszej dziesiątki ATP. Jest „szósty”. Jednakże niewiele brakowało, a zwycięstwo w US Open 2009 byłoby jego jedynym sukcesem w zawodowym tenisie. Podczas wspomnianych kontuzji przeżywał trudne chwile. Lekarze nie dawali mu żadnej gwarancji, że będzie mógł wrócić do uprawiania „białego sportu”. „Delpo” nie poddał się. Zatriumfował jego niezwykły hart ducha, o którym możecie się przekonać, oglądając filmik z jego udziałem:

Emotivo video de Juan Martín Del Potro que se filtró a través de WhatsApp. ¡Imperdible!

Opublikowany przez Ventaja Tenis 15 kwietnia 2016

To nagranie z czasów gdy Argentyńczyk wychodził z kontuzji. Dla tych co nie znają hiszpańskiego – tenisista z Tandil powiedział, że „cokolwiek robicie w życiu, dajcie z siebie maksa i jeśli wam się uda to brawo, ale nawet jak się nie powiedzie, to bądźcie spokojni, gdyż daliście z siebie wszystko„. Lepsza mowa motywacyjna niż w przypadku wielu coachów, bo autentyczna. Ten facet wie, co mówi. Wystarczy tylko spojrzeć na jego karierę. Rehabilitacje trwały prawie w nieskończoność, a on i tak wracał na korty.

Życie zahartowało del Potro. Jego młodsza siostra zmarła w wieku ośmiu lat w wypadku samochodowym. Sam Juan Martin przez wiele lat zmagał się z nadgarstkami. Z kolei ostatnią wiktorię w Indian Wells zadedykował swojemu zmarłemu kilka tygodni temu psu.

Co cię nie zabije, to cię wzmocni” powinno być mottem życiowym Juana Martina del Potro. Argentyński zawodnik udowadnia, że mimo przeciwności losu, warto walczyć o swoje marzenia. A, i jeszcze jedno. W tym tygodniu ruszył turniej w Miami, w którym Juan Martin również wystartuje. Losowanie już za nami i wynika z niego, że… finał del Potro – Federer jest na Florydzie także możliwy ;).

 

Dominik Senkowski