Tenisowy powrót na ziemię

  • Redakcja

Ostatnie lata w polskim tenisie były bardzo udane. Nic jednak nie trwa wiecznie, tym bardziej w zawodowym sporcie. Nasi czołowi tenisiści solidarnie obniżyli formę. Czy na lepsze czasy będziemy musieli trochę poczekać?

Kibice tenisa nad Wisłą w zeszłym roku mogli mieć jeszcze powody do zadowolenia z powodu wyczynów Łukasza Kubota. W parze z Marcelo Melo wygrał on m.in. Wimbledon 2017. W tym sezonie duet polsko-brazylijski obniżył loty, co najlepiej widać na tym zestawieniu:

Ale nie czepiajmy się Kubota. I tak w poprzednich miesiącach odnotował kilka spektakularnych osiągnięć. Jako jedyny z polskich tenisistów. Reszta niestety popadła w marazm. Agnieszka Radwańska przegrywa mecz za meczem. Dopóki nie dokona jakiegoś przełomu w swoim sztabie szkoleniowym – powrót do pierwszej dziesiątki WTA może być dla niej niewykonalny. Podobne zdanie wygłosił niedawno trener Paweł Ostrowski w rozmowie z nami:

Quo Vadis, Radwańska?

„Isia” od lat sezon na „mączce” zaczynała od turnieju w Stuttgarcie. W tym roku będzie inaczej. Polka zmagania na tej nawierzchni zacznie od zawodów w Stambule. Oficjalnie nie wiadomo dlaczego pominęła start w Niemczech, ale można się tego domyślać. Jej pozycja w rankingu nie pozwala załapać się do głównej drabinki bez udziału w kwalifikacjach. W niemieckim turnieju wystąpi 20 obecnie najlepszych zawodniczek świata. Poza nimi pozostawiono miejsca dla czterech dzikich kart i tylu samo tenisistek z eliminacji. Pozostałe cztery luki to wolne losy dla najwyżej rozstawionych zawodniczek. Matematyka jest nieubłagana – Polka jest za nisko, by bez kwalifikacji mogła rywalizować w Stuttgarcie. Jeszcze większy zjazd zaliczyła siostra Agnieszki, Urszula Radwańska. Obecnie notowana jako 564 w zestawieniu WTA. Właściwie tylko od Magdy Linette płyną jakieś pozytywne informacje, aktualnie 61. w Tourze.

Gorzej jest także w męskim tenisie. Nie licząc Kubota, który w deblu wciąż jest kozakiem, w singlu nie mamy za bardzo kim się pochwalić. Jerzy Janowicz zmaga się kontuzjami, jego planowany termin powrotu na korty przypada na maj tego roku. Pal sześć aktualny ranking. Ważniejsze jest to, by „Jerzyk” w ogóle zaczął regularnie stawiać kroki na drodze do powrotu do tenisowego świata żywych. W tym roku Janowicz kończy 28 lat – to dobry moment by uratować karierę. W innym wypadku pamiętny Wimbledon 2013 pozostanie największym i jedynym wielkim sukcesem łodzianina.

Urazy to jednak nie jedyny kłopot „Jerzyka”. Największy od dawien dawna ma z odpowiednim podejściem mentalnym do „białego sportu”. Zbyt duża impulsywność, wahania nastrojów i brak autorefleksji na ten temat sprawiają, że Janowicz od kilku lat przestał się rozwijać. W wieku juniorskim rywalizował jak równy z równym z Bułgarem Grigorem Dimitrovem. Gdzie dziś jest polski gracz? W drugiej setce świata. Gdzie Bułgar? To czwórka zestawienia ATP.

Poprzednie lata były dla polskiego tenisa owocne. Ale triumfy zawdzięczaliśmy głównie indywidualnym wyczynom Radwańskiej czy Janowicza, a nie jakiejś szerszej strategii, czy narodowemu programowi uprawiania „białego sportu”. Oczywiście dysponujemy młodymi talentami, z którymi możemy wiązać spore nadzieje. To m.in.: Magdalena Fręch, Iga Świątek, Kamil Majchrzak i Hubert Hurkacz. Ale jeszcze wiele wody musi w Wiśle upłynąć, by zbliżyli się oni do rezultatów „Isi” czy „Jerzyka”.

Niedawno mieliśmy w tenisie najlepsze wyniki w historii. I czy udało się zbić na tym jakiś kapitał? Pozyskać więcej sponsorów? Rozkręcić na dobre jakieś poważne zawody tenisowe w Polsce? Guzik. Środowisko tenisowe u nas śpi. Był sobie kiedyś turniej WTA na kortach Warszawianki, ale oczywiście poprztykano się o pieniądze. Rywalizacja światowych tenisowych championów w ramach Laver Cup (zawodnicy z Europy contra gracze z reszty świata) miała miejsce w ubiegłym sezonie w czeskiej Pradze. Szkoda, że nie u nas. Słyszymy, że we wrześniu tego roku na Narodowym w Warszawie ma się odbyć wielkie święto tenisa z udziałem m.in. Agnieszki Radwańskiej, Jerzego Janowicza i Łukasza Kubota. Wszystko w ramach popularyzacji tej dyscypliny sportu w naszym kraju. Świetny pomysł, tylko dlaczego tak późno? Na jesieni 2018 powinna się odbywać kolejna edycja takiego show, a nie pierwsza.

Gdy nadejdą ponownie dobre czasy dla polskiego tenisa, koniecznie trzeba z nich więcej wycisnąć. Inaczej sukcesy w tej konkurencji będziemy osiągali tylko z rzadka, na zasadzie – od przypadku do przypadku. A potencjał nie tylko w Polsce, ale i w całej Europie Środkowo-Wschodniej jest ogromny. Wystarczy tylko przypomnieć, że w czołowej 20-stce rankingu WTA plasuje się obecnie dziesięć pań, które pochodzą lub reprezentują państwa tej części Starego Kontynentu. Skoro tyle w tym rejonie talentów, to także i u nas w kraju powinno być ich znaczenie więcej.

Dominik Senkowski