Zenon Jaskuła: „Jak Michał Kwiatkowski nie wygra etapu na Tour de France, to się zdziwię”

  • Redakcja

Kariera Michała Kwiatkowskiego nabiera coraz większego rozpędu. Polski zawodnik był już mistrzem świata, wygrał też kilka bardzo prestiżowych kolarskich „klasyków”. Przedwczoraj zwyciężył zaś w elitarnym Tirreno-Adriático. Na temat ostatnich wyczynów Kwiatkowskiego postanowiliśmy zapytać Zenona Jaskułę, legendę polskiego kolarstwa.

Do tej pory Michał Kwiatkowski specjalizował się głównie w wyścigach jednodniowych. W tym tygodniu odniósł jednak wielki sukces w starcie wieloetapowym – triumfował w Tirreno-Adriático. Czy Kwiatkowski może na stałe włączyć się do rywalizacji o zwycięstwa w wyścigach wielodniowych? 

Ja miałem 27 lat, gdy zająłem drugie miejsce w Tirreno-Adriático. Michał jest w podobnym wieku, w czerwcu 28 wiosen na karku. Jak nie w tym roku, to w przyszłym powinien wygrać etap na Tour de France. A może nawet będzie w pierwszej trójce w klasyfikacji generalnej? Z biegiem czasu nabiera się dojrzałości, a Michał ma już doświadczenie. Posmakował już takiego tygodniowego startu, jak Tirreno. To ciężki wyścig, we Włoszech jest z tej okazji przez tydzień wielkie święto.

Nadchodzi też Mediolan – San Remo, gdzie Michał będzie bronił tytułu po zeszłorocznym zwycięstwie. Potem puchary świata, a następnie wyścig docelowy dla każdego zawodnika – „Wielka Pętla” we Francji. Tour de France to na pewno najcięższy start w kalendarzu, nie można go porównywać z innymi.

Kwiatkowski ma już sporo sukcesów na koncie, a jak na kolarza wciąż jest stosunkowo młody.

Najbliższe dwa-trzy lata będą dla niego najważniejsze. Bo kiedy później? Gdy skończy 33 lata, wszyscy będą spekulować na temat końca jego kariery. Są oczywiście wyjątki, niczym Buffon w piłce nożnej, ale to rzadkość. Co innego jest na bramce, a co innego na rowerze. Najlepszy okres w kolarstwie kończy się z wiekiem 33-34 lat. Później bazuje się głównie na rutynie i odcina kupony.

Być może to będzie przełomowy rok w karierze dla Michała? Był już mistrzem świata, wie jak wygrywać „jednodniówki”. Czas najwyższy by poszedł w kolejnym kierunku. Triumfował teraz w tygodniowym wyścigu we Włoszech, wcale nie łatwym. Tam może nie było tak wielkich gór, jak na „Wielkiej Pętli”, ale trasa ciągle skacze: góra – dół – góra – dół. Ja będę mu kibicował. Jak nie wygra etapu na Tour de France, to się zdziwię. Należy mu się to. Także to, żeby zajął jakieś wysokie miejsce w „generalce” we Francji. A jakby pomagał komuś, to żeby uplasował się w pierwszej dziesiątce.

Kwiatkowski na początku tego roku jest w świetnej formie. Nie przeszkadza mu nawet zamieszanie wokół jego ekipy Sky. Sytuacja wokół Chrisa Froome’a wciąż jest niejasna. Podobnie, jak ostatnio wokół Bradleya Wigginsa, który został oskarżony o doping przez komisję w brytyjskim parlamencie.

Na pewno nie powinno być tak, że dla jednego takie środkowi są dozwolone, a dla innego nie. To jest niesprawiedliwe. Oby z Froome’m nie skończyło się tak, jak z Armstrongiem. W przypadku Wigginsa chodzi głównie, mówiąc w skrócie, o środki na kontuzje. Nie można dopuścić do tego, by zawodnicy tak się wspomagali. W innym wypadku wielu będzie mówiło, że ma nieuleczalną chorobę i dzięki temu zaczną przyjmować specyfiki, jakich inni nie mogą.

Środowisko kolarskie jest trochę podzielone odnośnie Froome’a. Zdaniem niektórych nie powinien on jeździć, dopóki nie wyjaśni całego zamieszania z dopingiem. Brytyjczyk startował jednak chociażby ostatnio w Tirreno-Adriático.

To był środek na rozszerzenie płuc, a nie jakiś tam steryd. Na pewno pomagało mu to w jeździe na czas albo na prologu. Ale też prawda jest taka, że po 10 kilometrach kolarz ma już płuca rozgrzane. Wtedy może sobie nawet i kilkanaście razy przyjąć taki preparat, a i tak mu to nic nie da. Płuca są już bowiem rozszerzone. Dopóki Froome nie będzie skazany, to nie można mu uniemożliwiać startów.

W wyścigu Tirreno-Adriático brał tez udział Rafał Majka. Był nawet drugi na jednym z etapów. W klasyfikacji końcowej zajął jednak dalekie miejsce, gdyż uczestniczył w krasie. 28-latek z Zegartowic ma ostatnio sporo upadków, pech go nie omija.

To nie do końca pech. Zawodnicy zawsze się przewracali i dalej będą. Tirreno jest nerwowym wyścigiem, Mediolan – San Remo jeszcze bardziej. Wszyscy się wpychają. Taki to zawód, musi uważać. Trzeba jeździć w peletonie z przodu albo całkiem na końcu. Bo w środku zdarza się najwięcej wypadków.

Dla Majki to ważny sezon. Znów jest liderem swojego zespołu Bora-Hansgrohe na Tour de France. W Giro i w Vuelcie bywał już wysoko w „generalce”. Czy we Francji ma szanse na podium?

Zobaczymy, bo może będzie walczył w klasyfikacji końcowej, a może będzie jechał na wygranie jakiegoś odcinka. Co jest lepsze? Skończyć na 15. miejscu w „generalce”, czy mieć godzinę straty, ale po drodze wygrać dwa etapy? Klasyfikacja bardzo męczy – trzeba przez trzy tygodnie bardzo się pilnować. Nie można stracić w żadnym momencie nawet kilku minut, gdyż później ciężko to odrobić. Walczy się o każdą sekundę. A jak ktoś będzie miał większe straty czasowe do lidera, a nadejdzie odcinek górski i zabierze się do ucieczki, to peleton często puszcza taką grupkę. Lepiej może wygrać dwa etapy, niż na siłę jechać po „generalkę”.

Jeszcze wracając do Kwiatkowskiego, tak jak Pan wspomniał, przed nim w najbliższą sobotę wyścig Mediolan – San Remo, który wygrał rok temu. Czy „Kwiato” jest w takiej formie, że może zwyciężyć ponownie?

Będzie mu ciężko. W historii tylko paru kolarzy było w stanie obronić tam tytuł. Sama trasa jest specyficzna – w końcówce jest zjazd i jedzie się w wariackich grupkach. Jednak nawet miejsce w trójce będzie dla niego dużym sukcesem. To go naładuje pozytywną energią na nadchodzące „klasyki” w Belgii.

 

Rozmawiał: Dominik Senkowski