Sebastian Chmara: Sztafeta 4×400? Jeszcze nie ochłonąłem. Podobnie w temacie licznych dyskwalifikacji

  • Redakcja

Zapraszamy na pierwszą część rozmowy z wiceprezesem PZLA, komentatorem i byłym lekkoatletą, Sebastianem Chmarą.

Zapewne ochłonął pan już po fantastycznym triumfie naszej męskiej sztafety 4×400 podczas niedawnych Halowych Mistrzostw Świata w Birmingham? Jakim prawem to się w ogóle zdarzyło? [po tygodniu rekord świata Polaków został pobity podczas zawodów uniwersyteckich w USA, ale nie jest on jeszcze ratyfikowany. Procedura trwa – przyp. red.)

Nie, jeszcze nie ochłonąłem (śmiech). Jakim prawem do tego doszło? Myślę, że odwiecznym prawem nieprzewidywalności sportu (uśmiech). Chyba w taki sposób można to wytłumaczyć, bo historia pamięta wiele takich przypadków. Mieliśmy np. złoty medal Wojciecha Fortuny, którego nikt się nie spodziewał. Niemniej jednak, jak teraz analizują to nasi trenerzy, czy statystycy, to okazuje się, że ten medal, czy nawet rekord świata nie był całkowicie wykluczony. Trener Józef Lisowski powiedział, że w swoich planach, ale ulokowanych bardziej w sferze marzeń, zakładał srebro i poprawienie rekordu Europy. A więc blisko (uśmiech). Oczywiście nikt nie spodziewał się, że można wygrać z reprezentacją Stanów Zjednoczonych. W sporcie, jak się okazuje, wszystko jest możliwe. No i się udało. Sport jest dlatego piękny, ponieważ dzieją się w nim różne rzeczy. A potem to, co wydawało się niemożliwe, okazuje się jednak możliwe. I całe szczęście, że tym przypadku dotyczy to bezpośrednio naszej kadry.

Ostatni dzień HMŚ na długo zapisze się w dziejach naszej „królowej sportu”: oprócz rekordowej sztafety, zdobyliśmy także trzy inne medale. Srebro wywalczyła, po dyskwalifikacji Jamajek, również sztafeta kobiet. Te mistrzostwa były wyjątkowe także pod względem liczby dyskwalifikacji. Jak pan odbierał te decyzje? Czy one za każdym razem były słuszne?

Nie jestem sędzią, więc trochę nie mi to rozsądzać. Generalnie uważam, że były niesłuszne. A miasto Birmingham zapisuje się historii jako miejsce niechlubne. Proszę sobie wyobrazić, że miałem przed sobą porównanie statystyczne – pod względem liczby dyskwalifikacji – wszystkich mistrzostw świata. Na pierwszym miejscu było Birmingham 2018, a na drugim… Birmingham 2003. Myślę, że to przerost formy nad treścią. Tam było takie specjalne pomieszczenie…

Jakie?

Taki „Video room”, w którym sędziowie mieli do dyspozycji system wykorzystywany w tenisie ziemnym, która ma za zadanie „wychwycić”, czy piłka dotyka lub nie linii kortu. W Birmingham zastosowano dokładnie ten sam system. Zadaniem sędziów zaś była ocena tego, czy to dotknięcie miało czy nie miało wpływu na osiągnięcie wyniku, czy dało jakąś korzyść zawodnikowi. Wie pan, co było dla mnie absurdem?

?

Dyskwalifikacja zawodnika, który dotyka linii w sposób niewidoczny dla oka, będąc na prostej. I nie przeszkadza w tym momencie żadnemu innemu uczestnikowi rywalizacji, ze względu na dzielące ich duże odległości. O takiej przeszkodzie w ogóle nie może być mowy. Zatem, podsumowując, jest to idiotyzm, skandal. I świadczy o tym, że należy bezwzględnie domagać się tego, by pewne pokolenie sędziów pomyślało o emeryturze. Mówię to z pełną odpowiedzialnością.

Które przypadki były szczególnie rażące?

Weźmy choćby Hiszpana Oscara Husillosa, który poprawił rekord Europy na 400 metrów. Widziałem na zwolnionym tempie, jaki on popełnił błąd. No przecież to jest skandal… Dalej: dyskwalifikacja Bralona Taplina w eliminacjach na 400 metrów jest kolejnym skandalem. Wykorzystując, chce to podkreślić, wideo w zwolnionym trybie odtwarzania, nie było widać, żeby on jakkolwiek dotknął linii. Oczywiście pokazał to prawdopodobnie ten system… Z drugiej strony – nie dyskwalifikuje się amerykańskiej sztafety kobiet, w której jedna z zawodniczek nie dotyka linii. Ona skręciła kostkę po tym, jak zdeptała poza linią (!) coś, co zabezpieczało łuk, jakąś nierówność. Nasi trenerzy mają zdjęcia tejże zawodniczki, która po biegu ma założony specjalny kołnierz na kostkę, bo ma skręconą nogę. Ale tego maszyna nie widzi. To jest absurd. To jest, uważam, robienie wszystkiego, aby lekkoatletyka była sportem w pewnych obszarach niezrozumiałym. Jak wytłumaczyć kibicowi, że jest np. dyskwalifikacja całej serii? To był jakiś historyczny wyczyn w Birmingham – usunięto wszystkich pięciu czterystumetrowców w biegu eliminacyjnym. Skandal. Wierzę, że IAAF coś z tym zrobi, bo tak dalej być nie może.

To w oczywisty sposób wypacza rywalizację.

Oczywiście! Rozumiem, że ktoś ścina, że ktoś nadepnął na linię i przeszkodził rywalowi. Takie sprawy są zawsze rozpatrywane indywidualnie. Ale siedzieć w pokoju i sprawdzać, czy ktoś delikatnie dotknął linię i dyskwalifikować go, kiedy on to zrobił na prostej i nie ma mowy o żadnym skrócie. Taka sytuacja jest dla mnie chora, idiotyczna i tego nigdy nie należy popierać. Mam tutaj gorący apel do Sebastiana Coe, żeby poważnie zaczął się nad takimi sytuacjami zastanawiać. Coe odpowiada za lekką atletykę, a przez takie imprezy, jak w Birmingham ona zdecydowanie traci. I to jest moja prywatna opinia, nawet nie jako wiceprezesa PZLA, czy komentatora, a po prostu: byłego zawodnika Sebastiana Chmarę.