Jakub Kot o wojnie polsko-polskiej w skokach narciarskich: „Widocznie komuś musi zależeć, żeby Zakopane powoli umierało”

  • Redakcja

Jakub Kot był jednym z ekspertów Eurosportu podczas niedawnych igrzysk olimpijskich w Pjongczangu. W trakcie jednego z programów dokonał on analizy sytuacji w polskich skokach narciarskich, która  odbiła się szerokim echem w mediach i w internecie. Postanowiliśmy dotrzeć do brata Macieja Kota i nieco pociągnąć temat, dopytać. A i przy okazji nagłośnić problemy, z jakimi jego zdaniem borykają się nasze skoki.

Z jednej strony mamy najlepszą drużynę w skokach w historii, aktualnych mistrzów świata, niedawnych brązowych medalistów igrzysk z Korei. Z drugiej ci zawodnicy nie są już najmłodsi. Pana brat i Dawid Kubacki zbliżają się do 30-stki, Kamil Stoch, Piotr Żyła i Stefan Hula już ją przekroczyli. A na podstawie Pana wypowiedzi w programie w Eurosporcie (klik) można wysnuć tezę, że z następcami i zapleczem jest chyba problem.

Tak, mamy świetną drużynę. Ale to jest kadra A, która ma wszystko na najwyższym poziomie, porównywalnym do Norwegów czy Niemców. Jeśli chodzi o zaplecze, to podawałem przykład ostatniego Pucharu Świata w Zakopanem z tego roku, na którym nie wykorzystaliśmy pełnej kwoty startowej. A to się bardzo rzadko zdarza. Jeśli gospodarz może, to wystawia tylu zawodników, ilu tylko się da. Żeby ci młodzi skoczkowie mogli się obyć z atmosferą takich zawodów. Pamiętam, że gdy ja startowałem w konkursach, to o jedno miejsce w Pucharu Świata w Zakopanem walczyło sześciu-siedmiu chłopaków. A teraz mieliśmy sytuację, że mając prawo do zgłoszenia 12 zawodników, nie skorzystaliśmy z niego w pełni. A tak naprawdę uratowali nas juniorzy, bo wystartowało w Zakopanem trzech z nich. Gdyby nie oni, to moglibyśmy mieć tylko siedmiu zawodników. Siedmiu na 12 przyznanych nam miejsc. To jest dramat.

Trochę to dziwne, że nie mamy kogo wystawić na Puchar Świata w Zakopanem. Przecież mamy Kamila Stocha, drużynę znakomitych skoczków. Powinien być u nas w kraju boom na skoki. Powinno być tych skoczków jeszcze więcej. A jest odwrotnie. Skoro teraz mamy już takie problemy, to co dopiero będzie, gdy Stoch i reszta przejdą na emeryturę?

Na pewno boom na skoki był w momencie małyszomanii. Kiedy ja, Maciek i inni zaczęliśmy startować, kiedy powstawało pokolenie Lotos Cup. Lotos Cup wykonał dobrą robotę, przypomnę tylko samo hasło: „Szukamy następców mistrza”. Z takich zawodów wywodzi się Dawid Kubacki, Jasiek Ziobro, Maciek, Klimek Murańka, Olek Zniszczoł.

Lotos Cup jest dalej kontynuowany. Natomiast nie widać już takiego boomu na skoki. Chociaż oczywiście nie można powiedzieć, że nikt nie skacze. Bo są zawody, chłopaki startują. Tylko, że ja jestem z Zakopanego, mamy starą skocznie, na której potrzebny jest remont. Od pięciu lat nie działa wyciąg. Jeśli w XXI wieku pięć lat kluby zakopiańskie, nie tylko mój klub, skaczą bez wyciągu, to o czym my mówimy? Jaka to jest jakość treningów? Ile można zrobić skoków na skoczni 65-metrowej, w przypadku gdy trzeba samemu podejść na górę w ciężkich butach, z nartami? Trzy skoki? Gdybyśmy mieli wyciąg, to w tym czasie można by wykonać osiem skoków i to na świeżości, a nie będąc zmęczonym z powodu noszenia sprzętu. Taka sytuacja trwa już piąty rok.

Ale z czego to wynika? Brak pieniędzy czy brak dobrej woli?

Nie chcę mówić, że brak dobrej woli, ale wszystko na to wskazuje. Ten wyciąg został już wyremontowany, włożono grube pieniądze na ten remont. Natomiast w tej chwili nie ma odbioru technicznego. Ludzie się przepychają, kto ma ten obiór zrobić. Wojna, jak zawsze, jest na górze. A cierpią na tym młodzi zawodnicy, którzy chcą trenować, a podcina im się skrzydła. Niestety skocznie w Zakopanem są pod władaniem COS-u, czyli Centralnego Ośrodka Sportu, który tak tym zarządza, jak zarządza. Efekty widać. Nie chcę tu wchodzić na wojnę z COS-em, ale to oni tym kierują.

A kto nadzoruje COS?

COS to jednostka ministerialna. Czyli teoretycznie nadzoruje minister. Tylko z tego co mi wiadomo wygląda to tak, że minister ma swoich urzędników. I wykonuje telefon: „Słuchajcie, słyszałem, że w Zakopanem źle się dzieje, o co tam chodzi?” A urzędnik odpowiedzialny za ten region Polski mówi: „Nie, nie. Wszystko jest w porządku, nie przejmuj się”. No i koniec tematu. Według mnie to tak wszystko wygląda. Trudno wymagać od ministra, żeby znał wszystkie ośrodki sportu w Polsce. On ma od tego ludzi. Tylko ci ludzie po prostu wszyscy nawzajem się kryją. I pod kątem skoków robią to, co widać. Duża skocznia hula, wyciąg hula, bo tam się zarabia. Natomiast tam, gdzie trzeba zainwestować w infrastrukturę, w dzieci, to już jest problem.

A problem jest duży. Tak jak Pan mówił w Eurosporcie, osiem lat temu na Mistrzostwach Polski startowało 50 zawodników. W tym roku tylko 31. Prawie połowa mniej.

Gdy mamy grupkę dziesięciu zawodników, to z niej może być jeden talent. A gdy mamy grupę 100 zawodników, to dużo łatwiej wyłowić tych mistrzów. Trenuje teraz dziewczynki, mam ich sześć w klubie. Nie daj Boże jedna miałaby kontuzję, jedna się rozmyśli, to zostają mi trzy-cztery zawodniczki. A gdybym miał ich 30-40? Tylko jak mamy te dziewczyny zachęcić do skakania – mówię o nich przykładowo, bo sam je trenuje – mając takie warunki, jakie mamy?

Józef Jarząbek, trener Wisły Zakopane, mówił do mnie ze łzami w oczach: „Kuba, ja już od kwietnia rzucam chyba to wszystko, sprzedaję busa. Bo szkoda zdrowia, nerwów. Po prostu robią nam ludzie na złość. My tu jako działacze, trenerzy klubowi staramy się, przywozimy te dzieci na skocznie, a wygląda to tak,  jakby nam ktoś podcinał skrzydła. W ogóle najlepiej byłoby zamknąć skocznie i wtedy byśmy wiedzieli, na czym stoimy”.

Trudno to zrozumieć, tym bardziej, że mamy świetną kadrę A. Całe zaplecze powinno korzystać jej sukcesów.

Jak zadzwoni Pan do COS-u to oczywiście powiedzą Panu, że wszystko jest w porządku. Według mnie Centralny Ośrodek Sportu w Zakopanem stał się po prostu kolejnym miejscem w Polsce, jak Władysławowo i inne.  Bo tu wszystko jest tak samo. Można pograć w siatkówkę, można wiosłować, można iść na bieżnię, lekkoatleci przyjeżdżają. A ja się pytam, to jest ośrodek sportów zimowych – kiedy tu skoczkowie byli na obozie? Kiedy kombinatorzy byli tu na obozie? Oni nie mają po co tu przyjeżdżać. Coś jest nie tak, bo COS w Zakopanem jest obecnie tak zarządzany, że robi się z niego druga Spała.

Za rok pewnie też nie wystawimy pełnej kwoty skoczków na Pucharze Świata w Zakopanem.

Przy odrobinie szczęścia wystawimy. Tylko pamiętajmy też o jakości. Zaplecze powinno walczyć o punkty w konkursie.  W Zakopanem jest taka sytuacja, że główne ośrodki są dość mocno skonfliktowane. W Szczyrku mają lepiej, bo tam wszyscy grają do jednej bramki. Miasto potrafi się dogadać ze szkołą sportową, szkoła sportowa z klubami. A w Zakopanem jest taka wojna domowa. Miasto swoje, Tatrzański Związek Narciarski swoje, COS dokłada swoje.

Polskie piekiełko. Mówił Pan, że „mamy Szkołę Mistrzostwa Sportowego w Zakopanem, ale treningi odbywają się 130 km dalej w Szczyrku.” W ten sposób można zniechęcić każdego do sportu.

Dokładnie. Jaki jest sens posyłać dziecko do szkoły sportowej w Zakopanem, która teraz ma nową salę, ale treningi na skoczni dla tych starszych zawodników i tak odbywają się w Szczyrku?  Albo na skoczni w Zakopanem, która jest stara, bez wyciągu, zaniedbana i jakość ćwiczeń nie może być wysoka.

Weźmy przykładowo kategorię Junior E, w której startują najmłodsi zawodnicy. Dawniej w Lotos Cup Zakopane wygrywało wszystkie zawody. Tak było za moich i Maćka czasów. Teraz zaś jak Zakopane jedzie do Szczyrku to dostaje wielkie manto. A dlaczego? Bo ci młodzi skoczkowie na naszej skoczni robią po pięć-sześć skoków. A te same dzieci na skoczni 40-metrowej z wyciągiem wykonują w Szczyrku tych skoków piętnaście. Na jednym treningu trzy razy więcej skoków. A w tygodniu są cztery treningi. Przy takiej liczbie skoków wiadomo, że Szczyrk musi być lepszy od Zakopanego.

Jest to bardzo dziwne, tym bardziej, że Zakopane, z całym szacunkiem do Szczyrku, jest nieco większym miastem.

I jakie ma tradycje sportowe! Ja nie odbieram Szczyrkowi, że oni chcą. Bardzo dobrze, mają super ośrodek. Ale przecież tradycje sportowe, narciarskie, skokowe związane są bardzo z Zakopanym. Na naszych oczach umiera w tej chwili ta kolebka sportów zimowych.

Trochę to wygląda tak, jakby faktycznie nie było dobrej woli.

Albo na odwrót, jakby komuś po prostu zależało, żeby to Zakopane odstawić na boczny tor. Polski Związek Narciarski przecież dobrze wie, jaka jest sytuacja. Gdyby tylko chciano porozmawiać z ministrem, z odpowiednimi osobami.. A koniec końców jest tak, że przychodzi Puchar Świata w Zakopanem, gdzie jest mnóstwo telewizji, widzów. Tam wtedy wszyscy się garną żeby ogrzać się w blasku fleszy. Władze państwowe, oficjele z Polskiego Związku Narciarskiego, lokalne władze. Ale po konkursie nikomu nie chce się przejść 100 metrów dalej na te mniejsze skocznie, by zobaczyć co tam się dzieje. Wszyscy dobrze wiedzą, jak wygląda sytuacja. Tylko widocznie komuś musi zależeć, żeby to Zakopane sobie powoli umierało.

Lotos Cup niby dalej funkcjonuje, są zawody, nawet w Zakopanem. Tylko wtedy np. tu podchodzą skoczkowie na nogach na tę 60-metrową skocznię. A na skoczni 90-metrowej albo w ogóle nie robi się zawodów, gdyż skocznia jest nieprzygotowana, albo przenosi się rywalizację na skocznie 120-metrową, bo tam jest wyciąg. Więc to wszystko jest do góry nogami.

Zwykle w polski sporcie to pieniądze są największym problemem. Ale nie w tym przypadku.

Z tego co wiem to w tej chwili wyciąg w Zakopanem jest sprawny. Tam trzeba tylko nacisnąć guzik. Ale nikt guzika nie nacisnął, bo nie ma odbioru technicznego. A dlaczego nie ma odbioru technicznego? Bo wykonawca jest pokłócony z COS-em, a ten z kimś innym itd. Wyciąg jest naprawiony, ale już pół roku bujamy się z odbiorem technicznym.

Gdzie w tym wszystkim jest Polski Związek Narciarski?

Przedstawiciele PZN przyjeżdżają na zawody Pucharu Świata, gdzie są media, ogłaszają wielki sukces, że mamy super drużynę. Racja, mamy. Ale już nikt nie chce mówić o tym, co się dzieje w Zakopanem. A przecież Polski Związek Narciarski dobrze wie o tym, jak wygląda tu sytuacja. W dodatku Pan Tajner czy Pan Małysz są z ośrodka Wisła-Szczyrk, gdzie wszystko dobrze funkcjonuje, więc za bardzo Zakopane im nie jest potrzebne.

Można mieć wrażenie, że to trochę taka wojna polsko-polska.

Troszeczkę tak. Wszyscy dobrze wiedzą, co się dzieje w Zakopanem. Gdyby ta sytuacja trwała dwa tygodnie, to ja rozumiem. Ale to trwa pięć lat. I zadam panu takie pytanie: „jeżeli zepsułby się wyciąg w Szczyrku, to co by się stało?” Stawiam, że nie minęłyby dwa tygodnie i wymieniony by został albo cały wyciąg, albo dyrektor. U nas wyciąg nie działa od pięciu lat i nikt za to nie ponosi odpowiedzialności.

Czy po Pana wypowiedziach w Eurosporcie otrzymał Pan jakieś  wiadomości ze środowiska, związku? Telefon z informacją, że coś zostanie zmienione?

Nie. Nie było żadnej reakcji. Oczywiście ludzie przyklaskiwali, że dobrze mówię, ale nikt się nie odzywał. Bo po co takie tematy? Lepiej mówić, że mamy Wielką Krokiew, gdzie są zawody Pucharu Świata. Że mamy drużynę na medal. O problemach lepiej milczeć.

ROZMAWIAŁ: Dominik Senkowski