„Lobby skoczkowe jest bardzo silne” – wywiad z komentatorem Tomaszem Jarońskim

  • Redakcja

Na co dzień komentuje w Eurosporcie biathlon i kolarstwo, zwykle w parze z Krzysztofem Wyrzykowskim. Z Tomasz Jarońskim rozmawialiśmy m.in. na temat Rafała Majki i Michała Kwiatkowskiego, polskich sportów zimowych oraz występów polskich biathlonistek na igrzyskach w Korei.

 

Bohaterką ostatnich dni jest z pewnością Kamila Żuk, która na mistrzostwach świata juniorów w biathlonie zdobyła dwa złote medale i jeden srebrny. Nie jest to chyba jednak aż tak wielka niespodzianka gdy przypomnimy sobie choćby jej dobry start w sztafecie mieszanej podczas niedawnych igrzysk w Pjongczangu?

Zaskoczeniem nie są jej sukcesy na tych mistrzostwach, tylko sposób, w jaki je osiągnęła. Miała olbrzymią przewagę nad rywalkami. Do najlepszego biegu dodawała również bardzo dobre strzelanie. Wiadomo, że to jest utalentowana zawodniczka i dobrze, że zaczyna to potwierdzać. Mistrzostwa świata juniorów to jedno, a drugie to przejście zaraz do wieku seniorki. Trzeba pamiętać, że w biathlonie, z uwagi na obchodzenie się z bronią, juniorki są troszkę starsze niż w innych dyscyplinach sportowych. Kamila kończy w tym roku 21 lat – zatem nie jest to już nastolatka.

Jej medale są też taką iskierką nadziei dla polskiego biathlonu. Wielu kibiców było rozczarowanych występami naszych biathlonistek i biathlonistów na igrzyskach. Zwłaszcza pań, bo na panów i tak nikt nie liczył. Mieliśmy prawo oczekiwać więcej?

Myślę, że wyniki nie były takie złe. Mieliśmy trzy momenty, podczas których nasze zawodniczki podniosły poziom adrenaliny wśród oglądających i pewnie także wśród siebie: bieg indywidualny, w którym Monika Hojnisz była szósta, a Weronika Nowakowska do 3/4 biegu spisywała się bardzo dobrze oraz bieg sztafetowy. Oczywiście każdy sportowiec jadący na igrzyska powinien marzyć o medalu. Inaczej taki start nie ma sensu. Z drugiej jednak strony, jak popatrzymy na dotychczasowe rezultaty w tym sezonie, to nic nie upoważniało do np.  typowania naszych pań do medalu w drużynie. W sztafecie w ogóle nigdy Polki nie zajęły miejsca w pierwszej trójce, najwyżej były czwarte. W biegach indywidualnych z rzadka stawały na podium. Dlatego moim zdaniem nie można nazwać startu biathlonistek kompletnie nieudanym. Było na miarę przewidywań. Inna sprawa, że podczas takich zawodów olimpijskich często trzeba dać z siebie nawet 110%, by móc liczyć na jakiś sukces.

Wielkie zamieszanie dotyczyło Weroniki Nowakowskiej, której kibice nie oszczędzili słów krytyki w Internecie. Sama zawodnicza też im się odgryzła. Z przykrością obserwowało się tę sytuację.

Wydaje mi się, że w takich przypadkach są dwa wyjścia: albo w ogóle nie używać mediów społecznościowych, albo być odpornym na negatywne komentarze. Wdawanie się w polemikę do niczego dobrego nie prowadzi. Myślę, że cała ta historia nie wpłynęła też dobrze na postawę Weroniki podczas sztafety. Do takiego występu trzeba mieć bowiem naprawdę spokojną głowę.

Minister sportu Witold Bańka zapewnił ostatnio w rozmowie z gazetą „Fakt”, że nasz kraj ma przeznaczyć duże pieniądze na rozwój pięciu sportów zimowych. Wśród nich są: skoki narciarskie, łyżwiarstwo szybkie, short track, biathlon i biegi narciarskie. Nadzieja na lepsze jutro? Z drugiej strony od lat słyszymy po każdych zimowych igrzyskach zapewnienia, że infrastruktura zostanie rozwinięta i pieniędzy będzie więcej.

Jesteśmy jak zwykle na poziomie deklaracji. Trzeba poczekać. W tym kontekście dziwię się tylko, że nikt nie mówi o curlingu. Jest to bardzo ciekawa konkurencja, trwa przez całe igrzyska, od rana do wieczora. Można by ją od podstaw rozgrywać chyba nawet na sztucznych lodowiskach, oprócz oczywiście profesjonalnych torów, które również byłyby później potrzebne. Ale tych sztucznych już teraz jest sporo. Mówiąc skrótowo –  to takie trochę kręgle na lodzie. Taką zabawę można byłoby zaczynać nawet z przedszkolakami i później w szkołach. Nie trzeba przecież od razu korzystać z profesjonalnych kamieni czy aren. Zawsze byłaby to forma spędzania czasu na wolnym powietrzu. Dziwie się, że właśnie ta dyscyplina nie została ujęta.

Bo na Boga, ile jeszcze możemy wybudować skoczni narciarskich? Tego typu obiekty, jak skocznie, trudno wykorzystywać poza sportem zawodowym. Trasy biegowe, biathlonowe czy hale sportowe mogą służyć na rozmaity sposób. A skocznia? Choćby w Korei wymagała wielkich nakładów by ją zbudować. I co z nią się stanie po igrzyskach? Kto tam będzie skakał? Wydaje mi się, że jeśli chodzi o skoki narciarskie, to cały ten kapitał, który mamy, popularność dyscypliny, infrastruktura są już wystarczające. Nie trzeba chyba dodatkowo mocno w to inwestować. Ale widocznie lobby skoczkowe jest bardzo silne.

Byli Panowie z Panem Krzysztofem Wyrzykowskim w czasie igrzysk na miejscu w Korei, skąd mogli komentować zawody. Jak wrażenia?

Igrzyska były bardzo dobrze zorganizowane. Momentami brakowało może trochę widzów. Ale z drugiej strony nie było aż tak mało kibiców, jak to przedstawia się u nas w mediach. Oczywiście Koreańczycy mają swoje ulubione dyscypliny, np. wszelkie łyżwiarskie. I trudno im się też dziwić, że chętniej przychodzą na zawody, podczas których ich zawodnicy odgrywają dużą rolę. Dlatego np. łyżwy były tak popularne, a na skokach czy biathlonie fanów było mniej. Trochę też dziwne, że tak dużo mówi się o tym u nas w kraju. Gdyby w Polsce odbywała się rywalizacja olimpijska to pewnie na skokach trzeba byłoby się bić o miejscówki, a na biathlon czy saneczkarstwo pies z kulawą nogą by nie przyszedł.

Na biathlon to może jeszcze ktoś by przyszedł ale już np. na skeleton? Wątpię.

Tak, to jest zatem takie gadanie sobie a muzom. Natomiast trzeba przyznać, że Korea Południowa to nie jest kraj z jakimiś ogromnymi zimowymi tradycjami. Ale trudno imprezy olimpijskie organizować tylko w Norwegii, Szwecji, Niemczech czy we Włoszech.  Zwłaszcza, że te kraje igrzysk nie chcą.

Dlatego ostatnio organizowane były w Rosji, USA, Kanadzie, teraz w Korei.

To zaś powoduje, że zawodnicy często startują w dziwnych godzinach według czasu lokalnego, tylko po to by przyciągnąć publiczność telewizyjną z Europy i Stanów. Rozgrywanie konkursu skoków narciarskich wieczorami gdy było zimno i wiało zamiast przy pięknej pogodzie w dzień prowadzi zaś do takich idiotyzmów, jakie mieliśmy na średniej skoczni.

Przechodząc teraz do kolarstwa, chciałem zapytać Pana jaki to może być sezon dla Rafała Majki? Polak przede wszystkim znów będzie liderem swojego zespołu Bora-Hansgrohe na Tour de France. Jednakże kolarstwo to nie jest w rzeczywistości sport indywidualny, a bardziej zespołowy. Czy Majka ma zatem na tyle silną drużynę, by powalczyć o podium w wyścigu dookoła Francji?

Na pewno celem będzie walka o podium. Aczkolwiek będzie o to naprawdę trudno. Zwykle przed startem takich kandydatów do „pudła” jest około dziesięciu. Później wszystko zależy od rozwoju sytuacji, od formy, a także – jak to czasem bywa – od szczęścia. Na pewno Rafała stać na walkę. Podobnie jak w przypadku igrzysk olimpijskich, cel trzeba sobie wyznaczyć. Nie można powiedzieć przed startem: „Jadę po miejsce w pierwszej dziesiątce”.

Zespołu może Majka nie ma tak mocnego, jak Sky czy Movistar, ale jeśli jego drużyna będzie mu całkowicie podporządkowana, to taka pomoc powinna mu wystarczyć. Choć wiemy również, że jakaś tam część pracy pójdzie też na korzyść Petera Sagana. Z drugiej strony ostatnio np. to Sky był najmocniejszy i trudno było z nimi konkurować. Wykonywali największą pracę, ale można ją umiejętnie wykorzystać. Może tak też Rafał spróbuje uczynić.

Tym bardziej, że Majka wchodzi teraz w chyba najlepszy wiek dla kolarzy. Zebrał już trochę doświadczenia, a wciąż jest dosyć młody.

Tak, przełom dwudziestki i trzydziestki dla zawodników specjalizujących się w wyścigach wieloetapowych to, jak pokazuje historia, zdecydowanie najlepszy czas. Rafał ma już sporo sukcesów na koncie. Był na podium Vuelty oraz bardzo blisko pierwszej trójki w Giro di Italia. Czas na Tour de France.

Jednocześnie na początku tego roku pojawiły się zarzuty w kierunku Majki ze strony Andrei del Nisty, byłego menedżera grupy Altopack Eppela. Sugerował on jakoby Polak miał stosował doping – przyjmować testosteron. Jak Pan się na to zapatruje?

To jakieś wyssane z palca rewelacje. Ktoś tam coś rzucił. Czyste pomówienia. Każdy może coś ogłosić. Pan może również powiedzieć, że rozmawiając z Panem byłem pijany i gadałem głupoty. Sprawę traktuję jako marginalną i idiotyczną. Dziś raczej trzeba się zając tym, co się dzieje wokół Froome’a…

A właśnie chciałem poznać Pańską opinię na temat całego zamieszania wokół Chrisa Froome’a (Brytyjczyk został na ubiegłorocznym wyścigu Vuelta a Espana poddany badaniom dopingowym i okazało się, że w jego organizmie wykryto znacznie podwyższony poziom salbutamolu, który jest lekiem na astmę; Froome nie został jednak dotychczas nawet zawieszony – przyp. red.).

Nie chodzi nawet o to czy on jest winny. Najgorszy w tym wszystkim jest brak decyzji ze strony Międzynarodowej Unii Kolarskiej. I to jest paranoja. Sprawa wypłynęła jeszcze jesienią poprzedniego roku. Mamy marzec i trwają tylko spekulacje. To wielka słabość wszystkich organów Unii Kolarskiej. Nie są w stanie nic postanowić w tym temacie. Robi to okropne wrażenie wizerunkowe dla całego kolarstwa, z czego oni chyba w ogóle nie zdają sobie sprawy.

Brytyjczyk nie został nawet zawieszony, ale musi się wytłumaczyć. Podobno się do tego przygotowuje. Formalnie może też startować w różnych wyścigach. Pana zdaniem powinien?

Nie jestem komisją antydopingową i nie mam żadnych dokumentów, na podstawie których mógłbym oceniać czy może on jeździć, czy też nie. Wiem jednak, że gdybym był prezydentem Międzynarodowej Unii Kolarskiej, to bym tę sprawę załatwił jak najszybciej. A tu końca nie widać.

Francuzki kolarz Romain Bardet powiedział, że nie wyobraża sobie, by Froome brał udział w wyścigach do czasu wyjaśnienia całej historii, gdyż jego zdaniem „oznaczałoby to katastrofę wizerunkową naszego sportu.” Bardet twierdzi też, że jego zdanie podziela wielu zawodników z peletonu.

Mogę tylko powiedzieć, że zgadzam się z Bardet. Jest to fatalna sytuacja dla kolarstwa i ktoś we władzach musi to wreszcie zrozumieć.

Mówiliśmy o Majce, chciałem zapytać jeszcze o innego naszego kolarza – o Michała Kwiatkowskiego. Brytyjski magazyn „Procycling” umieścił go na okładce swojego marcowego wydania, a w wywiadzie dla tego pisma Kwiatkowski powiedział: „Chcę w tym roku wygrać więcej klasyków. Chcę wygrać Liège-Bastogne-Liège, Walońską Strzałę i Amstel Gold Race.” Uda mu się?

Na pewno warto sobie stawiać takie cele. Ale czy to jest realne? Z pewnością byłby to szok, gdyby Michał wygrał aż tyle wyścigów. Jednak cieszę się, że jest aż tak ambitny.

 

Rozmawiał: Dominik Senkowski